Pan Tealight i Birthday is coming to town…

„Co rano wychodziła i złorzeczyła słońcu.

Że niby ma jeszcze przepisowych kilka dni zimy, że ptaki ją budzą, że światła zbyt wiele!!! Że śpiąca i zmęczona, że się jej prawa prawem światowym przecież zapewnione, zabiera!!! Że podobno za ciepło i na dodatek przebiśniegi dzwonieniem doprowadzają ją do migreny!!! A na dodatek te krokusy… no za bardzo pylą i w zatoki jej włażą żółcieniowością ową. No i ten czosnek… kto to widział, by tak szybko z ziemi wyłazić, czy serio nikomu już nie zależy na zdrowym śnie? Przecież to takie jest ważne!!! I ogólnie co z tymi skowronkami? Przecież na polach zielono lub ziemiście! Do czego te maluchy śpiewają i gdzie się je ścisza?

Oj tak, miała Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki lekkie problemy z zaakceptowaniem tego, że zima się skończyła, że już nadziei na śnieg mieć nie można, że przecież teraz czas na narodziny i święta, których nie lubiła strasznie. Widzicie, jakoś to całe ocieplenie klimatu wcale jej nie sprowadziło zamieci tej zimy… żeby nie było, cztery dni bachania się w białym puchu było super… ale jednak za mało!!! Chciała więcej, po prostu wiele wiele wiele zimno więcej!!! A może jednak chodziło o coś innego? O przychodzący co roku dzień 25go marca? Może jednak było w tym coś więcej? Coś, co nie chciało w rzeczywistości dopuścić do… narodzin?

Życie w końcu jest dość przewidywalne. Coś się kończy, by coś mogło się zacząć. Chociaż ostatnimi czasy, gdy ludzie zaczęli zapominać o tej jakże prostej zasadzie… coś się załamało. Coś było nie tak z zaczynaniem. Coś było nie tak z kończeniem. Jakby się światu pomieszało… początki i końce, końce i początków nieistnienia. Czy dlatego Wielkie Morderstwo nastąpiło, gdy Wiedźmy Wrony nie było na Wyspie? Czy to miało znaczyć coś więcej, czy nie?

Ogólnie mówiąc, Dziadzia Czas, osobnik bardzo zakręcony, owłosiony, z fajką, kocykiem kraciastym na ramionach, ale i zdolny trzepnąć się w łeb z prędkością łorpową… uśmiechał się spoza dymka i spod wąsa. Znowu jej to zrobił. Znowu pozwolił nierozumieć przemijania. I znowu… nie zaskoczył. A raczej, po prostu jak zwykle był sobą. Bo widzicie, jakoś tak po prostu… świat nadal się kręcił. Nawet jak krzyczała i złorzeczyła, jednocześnie podle dokarmiając ptaszki, plewiąc kwiatki i głaskając pączki…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7836

Z cyklu przeczytane: „Miecz Gideona” – … problem miałam. No jakoś tak akurat do tej trylogii opowiadającej o trochę geniuszu, trochę wolnym duchu, nie miałam serca. Ale to w końcu mój ulubiony duet pisarzy.

Zaczynajmy więc…

Oto jest on. Mistrz kradziejstwa, wielbiciel wybuchania. Gideon Crew. Młody dwudziestoletni. Cztli przed trzydziestką. Gideon ma oczywiście przeszłość, która ukształtowała w nim zadziornego, ale i inteligentnego złodzieja. Wydaje się, że z każdej opresji wyjdzie obronną ręką, ale potem nagle… nadchodzi śmierć, a wraz z nim tajemnica, czy raczej jej wybuch i wszystko się zmienia. Tylko, czy on może być praworządnym obywatelem?

Cóż, w końcu co ma do stracenia?

Z jednej strony trzyma w napięciu i jazda po bandzie, u której zwieńczenia jest grzebyczek. Bo niby już wydaje sie nam, że to koniec, a tu wybucha bombka, bo czemu nie? Bo może!!! W końcu niczego nie można być pewnym, nie ma tutaj żadnej etyki niewpuszczania czytelnika w bambuko i bambus i marchewkowe pole. A jednak… to nie Pendergast. Mimo dopracowania, jakoś brakuje czegośc, jakiejś duszy cząstki, jakiegoś pokręcenia. Co nie znaczy, że powieść jest kiepska, bez boja, czyta się ją szybko, sprawnie, ląduje się w kolejnych problemach plącząc nogami w owej sensacyjno-thrillerowej machinie. A może raczej szpiegowskiej? Hmmm… chyba raczej szpiegowskiej!!! Mamy dopracowanego bohatera, o którym wiemy, że innym by nie mógł być oraz cel… przeżyć? A może raczej – jak nie masz niczego do stracenia, to po co przepłacać?

IMG_4929

Słonko wychodzi, ciepło się robi.

Jak wiosna, to wiadomo: sprzątania. Wszędzie gdzie spojrzeć… eee nic się nie dzieje. A tak, może i u innych taki początek marca, to czas na ogródki, malowania i firanki, ale nie tutaj. I nie tylko dlatego, że firanek nie uświadczysz. No dobra, uświadczysz, ale trochę trzeba się naszukać. Jakoś tak nikt się nie zasłania. Wiecie, że nawet płotów mieć nie można? Kurcze… żywopłot tak, ale nie płot. Dom można pomalować ino na czerwień wyspową albo kolory ziemi, ale nic poza tym… trochę czuję się tym przytłoczona ostatnio. A tak chciałam mieć niebieski domek. Kobaltowy znaczy. Może i w gwiazdki? Może i w czaszki z piszczelami, wiecie rogery wesołe, albo i coś bardziej filuternego? No nie tęcze, no bez przesady, jak już to jednorożce, albo jakieś hieroglify.

Może tak by zbudować piramidę?

Będzie bez płota! No dobra z żywopłotem, ale akurat żywy jest raczej dozwolony. Może trochę rośnie, ale warto poczekać. Na przykład w moim tyle ptactwa gniazduje, że wydaje się, że on sam się porusza, chodzi nawet… przycinać trzeba, ale wiadomo tylko po sezonie, gdy już wszyscy wybędą do swoich wakacyjnych miejsc zamieszkania, gdy zaczną po prostu zabawiać się w rzeczce, w piasku się kąpać. Gdy przestaną się naparzać, gdy nie będzie już nadmiernych świergotów o piątej nad ranem i takich tam atrakcji. No i tych zaglądać w okienko z transparentami: FEED ME!!! No coś mają takiego w oczach, że odrywasz tę kanapkę, no i im oddajesz. Takie to w końcu śliczne, puchate i jajcarskie, nie do końca jednak, tylko ptasie kuleczki!!!

O czym to ja? A wiosna…

IMG_6066

Od 2006 stan dróg się strasznie pogorszył. Serio… da się nawet znaleźć dziury! Ja już nie wiem co z tym światem, ale schodzimy na psy, ale wiecie nie te fajne i puchate, ale te kiepskie psy. Takie spotykane, a unikane. Nie ma już nawierzchni bezcelulitowych, ale raczej totalne pomarańczowoskórkowe wyboje! Może to i wina ogrzewania i internetów, ale… jest gorzej. Widzicie, u nas to nawet te polne pięknie wyrównane, utwardzone! Lepiej, te szlakowe, wiecie do pieszych wędrówek, mają w odpowiednich miejscach nie tylko schodki zrobione – chociaż czasem bez poręczy – ale i takie zgrabne deseczki położone wzdłuż bardziej prawdopodobnych miejsc występowania uadi. Znaczy wiecie, tych rzeczek, strumyczków czy ino większych kałużów. Ciekawe kto tak łazi po lasach i między skałami i rozkłada to wszystko. No i czym to wiezie? Bo chyba na plecach nie niesie, nie tutaj, tu ludzie leniwi! A może z tego tam latawca, znaczy się helikoptera spuszczają? No nie wiem, ale ostatnio łaziliśmy po wielkim niebycie sporadycznie macanym ludzką łapą i były tam deseczki przerzucone przez kałuże. No serio można było wzdględnie suchą nogą przejść. A raczej… wiecie jak to jest z nogami. Po prostu była możliwość nie umoczenia… się. Ale co do szosów, znaczy szos… to pogorszenie widzę. I to poorszenie, które nie będzie naprawione na wiosnę. Wprost przeciwnie! Żesz no!!! I chodników wiadomo, wciąż brak, więc ostrożność wybierajcie!!!

Wiosna…

Ogólnie mówiąc poza ociepleniem, nad którym dziwnie się wszyscy roztkliwiają, powyżej 10 stopni pana C., to jest jak było. Ino ptaszenia więcej, kwiecenia więcej i znowu sobie naderwałam te włókna mięśniowe. Tak to jest, jak się jak zwykle skacze za wysoko i za często klęka, a w modlitwach wprawę się utraciło. No i kupy… tia, mimo wszlkich nakazów nadal psy nie na smyczach i srają. W tym też widać pogorszenie. Kiedyś od razu był mandacik, a teraz ino: się pani nie boi, on tylko taki duży, no przecież nawet nie przestała pani oddychać, a serduszko znowu bije co nie… a wie pani, no sra ten mój Sfen jak wielbłąd. Ech! I tak gramoli się człek w miejsce kultu od tysięcy lat odwiedzane, chce pradawność uczcić, bogów obiatą jakąś przywitać… a tu co, no zbeszczeszczenie! Więc sorry, ale polecamy nie woreczki, a po prostu sapereczki! Bierze się taką łopatkę i zakopuje kupsko!!! A nie kupuje firmę, bo przecież wyżywienie takiego sporego konia, to trudna sprawa… znaczy firmę z psim żarciem! Widzieliście taki myk? Koleś nabył sobie wielkiego psa… a jak mówię wielkiego, to wiecie znaczy chudego słonia. A ponieważ w dzisiejszych czasach nie gotuje się już dla zwierzaków, to trzeba nabyć firmę, by takie coś wyżywić. Przecież jak inaczej sprowadzać tyle jedzenia na jedną, malutą wysepkę?

Miało być o sprzątaniu, ale nie będzie.

Bo pierwsze ciepłe dni i promienistość słoneczna raczej do tego nikogo nie porywają. Malowanie domków nadal przerzucone na przedsezonem albo raczej posezonie. Påske w końcu już za rogiem. Wystawia zza niego jajka i nimi macha! Zbereźnik jeden! A do tego jest i kiełbaska i chrzanik, i inne delikatesy z koszykowej kiesy!!! Nie wiem jak wam, ale mi zawsze było nadmiernie płciowo, jeśli chodzi o to świętowanie… więc nie świętuję. Znaczy zaraz, świętuję spacerem i spaniem, ale w końcu tak świętować dobrze jest każdy dzień. Szczególnie tutaj. Nie patrząc na tych, co jajkami machają… aczkolwiek jeśli o to chodzi, to wystarczyło, że raz się ruszyłam z Wyspy, a tu od razu morderstwo!!! Czyż to nie jest podejrzane?

Bo jak nie jest, to powinno być!!!

IMG_7336

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.