Pan Telight i Wiedźma Zmiennością Zamroczona…

„Coś się z nią stało.

Coś nowego, coś innego, coś upragnionego, choć zaskakującego… Coś jej mocniej odbiło od środka, albo jednak pojenie tą miksturą na podobno porost włosów i talię osy, nie było dobrym pomysłem. Coś się w niej zmieniło… nie żeby w ogóle można było oznaczyć coś w niej stabilnego, ale jednak…

To się po prostu czuło.

Wisiało w powietrzu niczym mgławica przerażonych strachów, które pragnęły tylko mamusi, łóżka i misia, właziło w uszy i nosa, łaskotało, budziło alergie, które zwykle nie wstawały do lata. Wystarczyło wejść do Chatki Wiedźmy, by zauważyć zmiany. Rzucały się w oczy, drażniły dziwną pustką, zmiennością, której kurna przecież tak bardzo nie lubiła!!! Bo… Wiedźma Wrona Pożarta ogólnie nie przepadała za wieloma sprawami: nadmiarem ludzi, nadmiarem nadmiarów, kawą, wrzącą pogodą, nazbyt ciepłą wodą w morzu, ciepłą zimą… możnaby długo wymieniać, ale zmienność plasowała się na pewno na dość wysokim miejscu.

Przede wszystkim zmieniły się amulety, czary nad kuchennym oknem nagle schudły, nagle część z nich po prostu wróciła do siebie, a na ich miejsce pojawiły się nowe. Dziwne i srebrzyste, szklisto krystaliczne, dzikie i wciąż tak bardzo chcące działać. Nie mogli się przestać im przyglądać, bo w zależności od światła, które wciąż kulało, one zmieniały namacalnie Chatkę Wiedźmy. Co prawda Ojeblik z Wiedźmami z Pieca wciąż starały się ułapić błąkające się tęcze, wypersfadować im żywotność tutaj i wprowadzić względną mroczność z powrotem, ale mimo najlepszych pułapek, a nawet sprowadzenia Jednorożca Tęczokrążcy… nic z tego nie wyszło. Kryształki robiły swoje, tęcze się mnożyły i drapały seksualnie wisząc nad obrazami, a na dodatek robiły tak pocieszne miny, że nawet Panu Tealightowi się trochę szarość zmierzwiła.

Jednak… gorzej było z nią. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki przerażała nie tylko zmysłowym sprzątalniczym szaleństwem, ale i owym błyskiem w oczach. Znaczy bardziej w lewym, bo prawe jej łzawiło, znowu w Wiedźmich Zatokach zagościły Wróżki Grzybuszki pewno… Co dziwniejsze… od tygodnia w Chatce leżała, a może i od dwóch, cała paczka czekolady z orzeszkami, której nikt nie ruszył!!! Gdyby tego było maóo, by uznać koniec świata… można dokłądnie było sobie obejrzeć ją samą, wiedźmę leżącą na podłodze i z rozwartych, wrzących trzewióch, trzewi i trzewników swej cielesności, bez użycia anestezji, czy innego czulenia -znie… bez rękawiczek i monitorków, bez rezydentów i doktorów, znachorów, tudzież innych flakołapaczy, usuwała z siebie książki. Bo podobno w końcu nadszedł jakiś Czas?

Ale to był jeszcze pikuś horrorowy. Gorszy był ten żart, który opowiedziała przychodząc do Białego Domostwa.

– Pobożna babinka w końcu staje przed świętym Piotrem. Obydwoje myślą, że przynależy do niebios. Właściwie któż miałby cokolwiek przeciwko niej. Zajmowała się zwierzątkami, ganiała złych, pomagała malutkim… więc… Tylko dla prawnych szaleńców święty Piotr wypowiedział słowa – Niech ten, kto wie coś wystąpi!!! – Na sali rozległ się śmiech, lekkie posapywania. Waga ważąca uczynki nie drgnęła, gdy wtem spod ławki dobiegł głos – OBCIĘŁA MI JAJCA… I tak babinka trafiłą do piekła, za ukochanego kotecka.

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9330

Opadła se szarość na Wyspę… ale nic z tego, już czuć, że dzień dłuższy, słońce dziwacznie wstając, nagle decyduje się, by wypuścić kilka promieni gdzieś w okolicach drugiej, a potem z powortem pod chmurkową kołderkę. Nosz raj, czy coś. Słodycz jakowaś w powietrzu wisi, aż się ma ochotę kogoś w zadek kopnąć, by przestało być tak sielsko i anielsko i z kokardkami w warkoczykach…

Nawet ugotowane na zbytnio twardo jajca zdają się wybuchać kurczaczkami, usz widać ta wiosna, wiosenka się już gdzieś czai za węgłem. Poszedłby człowiek skopać jej dupsko, ale nic nie poradzi na pory roku zmiany. No nic. Chociaż taki kopniak w wiosenność optymistyczną możeby zrobił nam lepiej? Ech! No nic to, wyglądam przez okno, a tam w trawce, co uparcie przez jesień i zimę nie zmieniła swej zielonkawości, w owych wilgotnościach lekko miejscami nawet błotnisto-mchowych… siedzą cebulki wszelakie i się kielczą. Niektóre z nich nawet już powypuszczały zielone cząstki… uch!!! Się wszystkim tak spieszy do tego wzrastania, płodzenia, ćwierkania i jajeczkowania wszelakiego. Nosz jakby im za to płacili stawki polityczne, czy coś.

Bo o dzieło na pewno nie robią!!!

A w telewizji co? A no właśnie to niezbyt wiem co w telewizji, ale w internetach pogoda prawie codziennie obiecuje zimę podobną do tej w 2010/2011… ach co to były za śnieg cudne, asz misiowe takie!!! Na razie wciąż trawka, ozime wprost nie wiem jak strzela zieleninką, czy co tam na polach się wysiało jesienią… po prostu błękit nieba, zieleń pól i zimy niet!!! Oto i dowód kolejny na to, że media kłamią i kłamią i kłamią. Albo eksperymentują z pogodą tak, że już niczego być pewnym nie można. Ot polityki i naukowości. Ale pewno, bo dla dobra świata… ple ple ple, usz ludziska niemyte wy!!! Tosz to natura!!!

Serio lepiej w naturę się gapić, gdy Wyspa znowu od państwa zostaje oddzielona. Prom nam chcą zabrać, mamią obietnicami, a potem w duspko. Ale pewno na wakacje to będziecie chcieli przyjechać co… usz wy!!! POTWORY!!! Serio pozamykają nas w gettach miejskich, a tam wiadomo, kiła i mogiła. A może tak jednak mnie posłuchać i rezerwat tutaj założyć co? Będziemy robili za plemię Niestatystycznie-kłamliwych. Ja serio bym na to poszła. Ogrodzić, karmić, a reszta to se sami jakoś coś złapiemy. Zające i bażanty się płodzą jak najęte. No po prostu po co nam krowinki!!! Jak tak dalej pójdzie trza będzie żubrzynę i foczynę jeść zamiast wołowinki!!!

Czy fokę doić można?

IMG_5134

Spoglądając na wszelaką historyczność, specyficzną oporność Wyspy, a i nagminną artystyczność jej mieszkańców, zastanawiam się, czy by się udało… stworzyć państwo plemienne. Z jakimś królem może, takim zapożyczonym od duńskiej rodziny królewskiej. Z jednej strony Danię, ale jednak nie do końca… No bo spójrzmy: jeść byłoby co, uruchomienie mleczarni z powrotem dałoby papu lepsze, w lasach wiadomo jagódki i grzybki, dzika zwierzyna też jest, a na polach co komu się podoba siać można przecież. Gdyby tylko dałoby się bić ślimaki, byłby raj…

Tylko że… nikomu się chyba nie chce. Albo i za mało płacą? Bo jakoś współcześni nie umieją zrobić czegoś dla siebie i dookolnego świata. Głaszcze ich wyłącznie owa dobroczynność zagraniczna, bo i o niej głośniej i modniejsza taka. Lepiej zaadoptować odmienne kolorystycznie dziecko, bo przecież wtedy widać od razu jacy to fajni jesteśmy, duper i w ogóle Matki Teresy z nas…

A mi się zdaje, że by się dało. Mamy i kamień i drewno, zużywając niewiele, korzystając z wiatrów i wody, by robiły prąd, no dałoby się. A do tego w sezonie mieć gości i ich tyż doić umiejętnie. Pozwalać im obserwować dzicz totalną. Taką nieśmieconą, dziką i wyuzdaną w swojej prukającej wolności.

Bo przecież to właśnie jest ekologia, żyć w zgodzie z naturą. Nie w lepiance, w końcu bez przesady, przez te kilka tysięcy lat dojrzeliśmy do kamiennych i ceglanych budowli, ale i bez przesady. Bo i o kiego nam przesada. Żyć w świecie, w którym zbierasz wodorosty na plaży, by mieć czym zimą w piecyku napalić, bo przecież one to jakbyś słoninki i oliwy do ognia dolał jednocześnie… i jeszcze robią z siebie zimne ognie!!! Bo… po kiego nam te wszelkie dziwactwa zaśmiecające nam dusze? Po kiego plastikowe cuda, które i tak nie zastąpią pogłaskania przez człowieka, mokrego psiego nosa, czy wkurzającego, jak zwykle liniejącego i srającego śmeirdziela kota? Albo myszki maleńkiej, które no pewno, że w domu nie chcemy, ale spoglądanie na nią, dzielnie umykającą polami przed drapieżnikiem skrzydlatym jest takie cudne…

I słuchając bażantów napalonych, solsortów ćwierających i rudzików… wróbli się jak zwykle naparzajacych i sikorek… nie trza nam wiele. Te fale i plaże, rzeczki i strumyczki, zimowe wieczorne pogaduchy i kołdra skrywająca dwa serca i może książka i muzyka i czasem, bo czemu nie, wsłuchanie się w rozgawory skrzatów, co to znowu na zimę zamieszkały na strychu… oj pewno, że to podglądactwo i ogólnie mówiąc wściubianie nosa, ale czemu nie?

IMG_6444

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.