Piekło…

Widziałam kiedyś dom bez książek.

I teraz wiem, jak wygląda piekło.

Piekło… to przymus nabywania biżuterii, butów i innych dziwnych rzeczy, oraz książki, które są na wyciągnięcie ręki, ale gdy się przysuwam, czuję opór.

Co to? Szyba? Pole siłowe?

Ten upajający zapach wdziera się w nozdrza, ale ktoś mnie powstrzymuje; szelest kuszący drażni bębenki… ale nie pozwalają mi dotknąć.

NIE POZWALAJĄ CZYTAĆ!!!

Nie mogę o tym myśleć, denerwuję się. Bardzo mna trzęsie, choć przecież… no od pewnego czasu z książkami, z tym cudownym murem, który oddziela mnie od reszty świata, jest lepiej. Dziury zalepione, nowe cegły dodane. Bo 2010 kończy się lepiej niż 2009. Paranoicznie chwytam się każdego konkursu by uzupełnić poziom narkotyku. Oj tak, ksiązki są moim narkotykiem, uzależnieniem, obsesją…

Nie myśleć…

Święta już tak bliskoooo!!! 🙂 I może jednak książki dojdą przed Nowym Rokiem, nie mogę uwierzyć, że to już 2011? A walić tam upływ czasu. I tak będzie płynął, nie powtrzymam skurkowańca 🙁

A to niewiniątko, znaczy się Stefan, walnął dziś pawia 😉 buahahahahaaaa… yyy… no cóż, widać jakiś pajączek Wielkiemu Łapaczowi zaszkodził?

PS. Recenzja „Magia kości”. A w ogóle, to postanowiłam porozkoszować się talentem pisarskim Anny Brzezińskiej i powoli czytać „Wiedźmę z Wilżyńskiej Doliny”… nie jestem dobra w mało łapczywym czytaniu, ale się postaram 😉 Jakoś tak lubię ten jej język smakować, obracać w te i wew te na języku, wysysać wszelkie soki i czerpać z niej  inspiracje!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz