Pan Tealight i Wyspy Król…

„Legenda głosi, ta zasłyszana w krzakach i pośród pni porozdzieranych hubami i poznaczonych wieloma koloniami mchów… ta wyszeptana pośród kamiennych ostańców i owych dziwnych, podniebnych jaskiń, niby otwartych, a jednak, bezpiecznie skrywających… Pośród kurhanów wciąż widocznych i tych zapmnianych, grobów przeszłości poznaczonych kamieniami, których nikt i nic nie mogło poruszyć. Gdzieś tam wybrzmiała ta legenda, nie licząc na to, że ktoś ją usłyszy, nawet nie marząc o tym, że ją ktoś zrozumie, a nawet opisze… że w końcu wybrzmi gdzieś dalej, a po wiekach, w kroplach wiosennego deszczu wyczuje echo samej siebie. Brzmiące w dziwnej, całkiem nieznajomem oddali… Stało się jednak inaczej. Świat nie miał planów, postanowił stawiać częściej na Pana Zaskoczenie, ot wiecie, no poszedł tym razem na żywioł… a ona? Ta sikająca właśnie w krzakach, ot tam przy tej starej sosence, łagodnie w pętelkę zawiązanej, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, wstydliwa, spłoszona dziwnie, łatwo pochwyciła muzykę opowieści. Zawstydzona, poczuła się przez chwilę agresorem w tym miejscu, a nawet i bezbożnikiem, dopóki nie przyszło jej do głowy, wraz z orzeszkiem zrzuconym przez psotną, kitowatą rudzienkę, że przecież na Wyspie jest… a tutaj można… być. Po prostu być.

… więc mimo ciurkania własnego, słuchała.

Słuchała mocno, dziwnie zauroczona, na szczęście nie zapomniała podciągnąć gaci i dopiero po chwili, wycierając dłonie w kolorowe, jesienne liście, podążyła w stronę legendy. A Legenda… czekała. W końcu czekała już od tak dawna, że serio nie mogła przecież wybrzydzać. Aj może być i wiedźma jako odbiorca, nawet taka przeciekająca, nosem siąpiąca, taka… Dziwnie niepozorna, łatwo się ukrywająca, dziwnie niska, krępa i wyposażona w srebrzyste rozbryzgi światła. Nosz czasem nie ma co wybierać, znaczy nie ma z czego, wiecie… bierze się co jest i nie wybrzydza, choć się i miało marzenia, oj pewnie, historie też je mają. O aulach i operach, oprawach muzycznych i scenografiach, o uwielbieniu i naśladowcach i o opętaniu… bo widzicie, im większa legenda, tym większe opętanie. A ta o Wyspy Królu była ogromna. Potężna i nadzwyczaj obrzydliwie wiekowa. Nie żeby się chełpiła wiekiem! No wiecie, w końcu baba…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_3743 (2)

Z cyklu przeczytane: „Dotknięcie mroku” – … dziecko. Zwykle jeśli o to chodzi, to przecież nie ma być dziecka, tylko zabawa, a jednak… teraz to tylko dziecko może pomóc. Jeśli księżniczka zajdzie w ciążę zostanie królową, a to może oznaczać lepsze życie dla wielu na dworze Unseelie. Ale jeśli nie… zginie. A wraz z nią i inni. Ci, którzy ją pokochali, którzy jej zaufali. Ci, którzy nie musieli akceptować tego, że w połowie jest tylko człowiekiem…

Oj tak, seks w tej serii nadal w cenie i rozkwicie. A moja pruderyjna albo znudzona bzykaniem dusza, omija co pikantniejsze kawałki zauroczona tym, co jeszcze może się wydarzyć. Bo dzieje się coraz więcej, nie tylko w temacie bzykania. Jakby nawet fabuła czuła, że upływający czas przyśpieszył… Pradawne moce powracają do tych, którzy je utracili!!! Nagle wszystko jest możliwe, ale jak szybko się okaże, pragnienia są czymś, za co trzeba zapłacić. Czasem samym sobą. Istotą swego istnienia. Bo w końcu bogowie, a już szczególnie Boginii, nie jest tą, która mówi wprost.

Kolejny tom cyklu, a ja czuję się jak w potrzasku. Przecież koniec coraz bliżej, a nowe wątki narastają… i co będzie?

Fabuła rozkwita, zdobna w kolejne odnóża, krcone, skomplikowane, pojawiają się nowi bohaterowie a starzy zmieniają się, dojrzewają. Nie można się nudzić. Stare znowu zbrojne jest w moc pradawnych, a nowe… zawstydza. Tym bardziej gdy ktoś serio potrzebuje zwykłej rozrywki, z seksualną nutą w tle. Bo to w końcu Unseelie, oni tak oddychają, myślą i czynią… bzykając. Jeśli się do tego przyzwyczaicie, naprawdę można się zabawić. Nie tylko cieleśnie… hihihi.

Bo w końcu seks to seks…

IMG_1396

JEEEEST!!! Trzeci tom antologii!!! I w niej ja, oczywiście. A co!!! Szkoda, że czwarty tom nam nie wyszedł, ale nic to…

IMG_9623

Postaramy się w 2015!!!

IMG_9624

A teraz popatrzę na siebie samą…

IMG_9625

Przepraszam, ale ja zwyczajnie kocham papier.

IMG_9629

Analogowy… no właśnie.

Świat Wyspy jest analogowy? Namacalny i empiryczny na pewno, no i powolny, inny w wymiarze chronologii, a i wierzyć mi się chce, że w owym geograficznym zarysie też dziwaczny… zmienny. Ale jednak bazujący na przeszłości. Na tym jak drzewiej ludzie pachnieli i nosem odnajdywali siebie wzajemnie. Potrafili jednym niuchem poznać: tę kocham, a tej nie kocham… spojrzeniem? Ej nie, spojrzenie nie ma takiej mocy, gdy chodzi o człowieka patrzącego na innego ludzia. Nie! Spojrzenie urasta w swej mocy tylko wtedy, gdy patrzymy na naturę. Na kamienie i drzewa, na cuda ruchome bardziej i mniej. A nos, cóż, nos ma swą wielką moc, dostępną, ale jednak tak bardzo niewykorzystywaną. Serio, gdybyśmy mu zaufali, zwykłemu niuchowi, byłoby o wiele łatwiej. A słuch? Jak to jest ze słuchem? Bo przecież gdy wieje, gdy tylko i wyłącznie słyszymy owo wianie, wtedy dziwnie słuch zamiera. Wypłyca się. W zaskakujący sposób staje się mniej ważny, mniej istotny, przytłumiony, jakby i uszy potrzebowały wytchnienia i zabierały je z wiatrów. Może tak jest? W końcu podobno jedną dziurką ino wąchamy! Druga wtedy zwyczajnie śpi i śni o milionach armoatów, w których można się kąpać… i tworzyć nowe za poruszeniem chrapami! Albo… może i lepiej nie myśleć o tym, co nos może, a czego nie może i w jaki sposób i tak by do tego parł?

No i jest jeszcze dotyk.

Ale dotyk wymaga od nas odrzucenia innych zmysłów. Nie stania, nie wąchania, ani nie patrzenia… po prostu tylko macania. Jednak kto jest tak bardzo odważny, by z zamkniętymi oczami wyciągnąć rękę i nie uciec, nim coś na niej spocznie? Bo przecież może to być coś włochatgo, coś ruchliwego, coś oślizgłego, drapiącego, gryzącego… żywego? Ale przecież wszystko żyje? I drzewa i drewno wciąż pamiętające buzujące soki… i kamień i głaz, no i skała gotowa na to by poddawać się erozjom. Chyba w rzeczywistości na Wyspie nie istnieje coś takiego jak… NIEŻYCIE. Bo przecież nawet w tym, co oznaczamy jako martwe, dotyk potrafi odnaleźć wspomnienie, a czas, cóż, czas ma to do siebie, że serio go nie ogarniamy!!!

Nieżycie…

IMG_3738

Dotyk.

Dotyk posiada cudowną, specyficzną moc. Oj pewno, że przeraża, ale jednak… macanie to coś więcej. Coś nie tylko innego, ale przede wszystkim dopełniającego inne zmysły. W rzeczywistości nie można sobie wyobrazić jednego zmysłu bez drugiego. Dźwięku bez patrzenia, wąchania bez dotykania. Chodzenia… a jednak olewamy te zmysły tak bardzo. Gdy krzyczą, że źle im, gdy wrzeszczą boleśnie, że jednak nie do końca o to im chodziło, że ten dziwny zapaszek oznacza niebezpieczeństwo!?

Na Wyspie wszystkie zmysły szaleją. A dzięki nim tak naprawdę się… widzi. Rozumie nawet, jeżeli tylko pozwoli się sobie samemu na ową pierwotność, którą odebrała nam tak zwana kurna, cywilizacja. Pozwolić na leżenie na ziemi i słuchanie, co tam jej w duszy gra. Na wąchanie drewienek na plaży, nawet jeśli wszystko w duszy wrzeszczy, że serio ten pudel, którego mijaliśmy, mógł je podsikać. Albo na smakowanie kamieni. Bo widzicie, mimo swojej twardości, miękkich nie gryźcie!, kamienie też mają swoje smaki. A darując im ciepło swoich policzków, możecie po raz pierwszy i może jako jedyny, nzobaczyć ową cudowną kolorowalność… nieświadomą swojej mocy i piękna. Czasem tak wiele można otrzymać od zwykłej skały, którą olewają wszyscy. Skały poznaczonej nerwami i żyłkami, lekko zmienionej od czasu swych narodzin za pomocą wiatrów i wód. A jednak wciąż pierwotnej. Analogowej? A może tylko zwyczajnej…

Codziennej?

Świat Wyspy jest prosty. Ale współczesność dawno juz odrzuciła ową naturalną prostotę, więc nagle urasta on do jakiegoś niezrozumiałego cudu. Ogromu, którego nie można pojąć żadnymi zmysłami. A może tylko się nie chce? Bosz co to by był za obciach, gdyby nas nagle podglądneli, jak żujemy trawę, albo wąchamy gałęzie? Czy zdążymy wtedy powiedzieć, że był tu kwiatek? Czy skłamiemy o płatkach zabranych przez wiatr, którego nikt nie poczuł? A może po prostu wepchniemy słuchawki głębiej w uszy i zwyczajnie i po prostu… udamy, że nas nie ma?

Bo przecież… nie zrozumieją? Analogowości…

IMG_3739 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.