Niepokój w szklanej kuli…

Ktoś potrząsnął moją szklaną kulą. Płatki śniegu nie tylko rosypały się, zatańczyły, ale wprost wprawione zostały w ciągły, nieustający ruch… Wyspa została zamknięta. Odcięta od świata.

Czyli tak jak lubię. Chociaż gdy bladym świtem załomotała w drzwi sąsiadka, prosząc o szybką wycieczkę do tzw. miasta, nie do końca jej wierzyłam, że za kilka godzin świat zmieni się w biel.

Biel ciągłą, jednoznaczną, ale nie jednostajną… jakby morze pragnęło zassać w siebie cały, zgromadzony na Wyspie śnieg.

Moja Wyspa to Stara Bogini, która sama wybiera sobie wyznawców. Poddanych naturze, zgadzających się na totalną ochronę. Oraz odebranie pewnej wolności… uwielbiam to! Zniewolenie, które oferuje bezpieczeństwo. Wtedy można TYLKO czytać 🙂 i cieszyć się, że prezent od Izy dotarł tak szybko… i, że wciąż jest na co czekać!

Tak więc wracam do mojej „Wiedźmy z Wilżyńskiej Doliny” owego inteligentnego humoru, magii i „girls power”! A co, Babunia potrafi i, w kolejnym tomie przygód tej znawczyni sztachet, naprawdę silnie można się o tym przekonać. Może to ona spowodowała zamęt w mojej śnieżnej kuli?

A może to Stefan? Ten kot naprawdę wiele potrafi… jakoś mnie to przeraża. Dzisiaj znowu się pojawił i błagał tak długo, że nie zważając na plamy, które ze sobą przynosi, pryszcze oraz trudności w oddychaniu… no wpuściłam go.

Miękka jestem 😉 i naprawdę wierzę, że on przynosi nam szczęście, poza pchłami, parchami i specyficznym aromatem swej włochatwej cielesności…

Wiem jedno, magia powstała z chwilowego zamieszania. Powstała i powinnam z niej skorzystać.

Jeżeli Wyspa pozwoli… w końcu to uświęcony czas.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz