Słowa, słowa, słowa…

Mam dziwne wrażenie, iż będący ostatnio na ciągłym wydechu Bardzo Wielki Olbrzym z Christianso… nie tylko ponownie wzbudza wiatr, porusza falami tudzież dziwnie delikatnie, ostrożnie, bawi się dzwonkami wiszącymi na drzewie… ale też, a może przede wszystkim, wyrzuca w przestrzeń słowa…

Słowa swojej pieśni, tak dziwnej, skomplikowanej, a jednak czytelnej dla wszystkich. Pieśni o sobie, bólu dudniącym w przepastnych płucach oraz samotności, jaką może doświadczyć tylko ten, który tak naprawdę nigdy nie umiał dzielić się sobą z innymi.

Znam tę samotność zbyt dobrze.

Umiem ją opisać. Może dlatego rozumiem jego własną pieśń? A jednak… za każdym razem Olbrzym zmienia coś w swoim wołaniu.

Od czego więc zależy PIEŚŃ?

Może od słów, które tak ciągle, bez przerwy kłębią się w naszych głowach. Bo to jedno mamy wspólne. Niespokojne myśli i sny… wołanie, którego i tak wiemy, że nikt nie będzie w stanie odczytać.

Oraz PIEŚŃ… obydwoje tkamy jej strofy, jakbysmy wiedzieli, iż tak naprawdę nie mamy zbyt wiele czasu. Jednak, jeżeli nawet nie oczekujemy, że ktoś jej wysłucha, po co w takim razie istnieje PIEŚŃ?

Nie chcę się nad tym zastanawiać. Łapię słowa i spisuję je, by jak najszybciej zakorkować PIEŚŃ w niebieskiej butelce… niech choć na chwilę umilkną.

Pozwolą nam odpocząć.

Mi i Olbrzymowi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz