Spis książkowej ludności…

W ramach tzw. porządków noworocznych, a dokładniej z gwałtownej potrzeby zrozumienia co człowiek nagromadził przez lata życia… rozpoczęłam spis książkowej ludności.

Po prostu musiałam.

W dziwny sposób książki zdominowały moje życie i jest mi z tym dobrze, ale typowa ludzka skleroza sprawia, że złapałam się, już kilkakrotnie, na próbie kupna książki, którą od jakiegoś czasu zwyczajnie… posiadam. Nie żebym nie miała kilku tomów szczególnie ulubionych pozycji. Jak najbardziej zanotowałam już takie przypadki. Tutaj jakieś wydanie autorskie, tutaj egzemplarz tzw. recenzencki, a tam znowu kolejne, wzbogacone wydanie, któremu nie mogłam się oprzeć. W końcu ukochany autor, ulubiona książka, coś co chcę mieć na twardo i miękko…

Ale jednakowoż pojemność domu nie jest nieskończona niczym przestrzenie Biblioteki Niewidocznego Uniwersytetu… zresztą, nawet oni mają UuuuK Katalog 🙂 Muszę i ja. Tym bardziej, iż na pytanie: czy czytałaś…??? często odpowiadam – …nie wiem. Z katalogiem, spisem, powinno być łatwiej.

Na razie jesteśmy na pozycji 1124 i wiele przede mną…

Nie posiadam typowej biblioteczki. Książki wypełniają moje życie i przestrzenie oddychania tak szczelnie, że czasem jak inni rzęsę, ja strzepuję z policzka zabłąkaną literę. Przyklejone do ciała strony nie są niczym nadzwyczajnym… a moje własne historie często gubią się pomiedzy tomami stworzonymi pzez inne wyobraźnie. I tak jest dobrze. Skrajna symbioza i akceptacja. Czerpanie z wzajemnego przebywania… Jakoś tak podświadomie wydaje mi się, że tak jak wiele otrzymuję od książek, tyle one dostają ode mnie.

Pożarta Przez Książki… przecież w jakimś sensie, może i na własne życzenie?

Ja nie czytam.

Nie kolekcjonuję tomów.

To… moja rodzina.

Specyficzna, pewnie dla wielu i żałosna, ale dla mnie jedyna, która nie zdradziła. Jedyna, której odwiedzin nie muszę się bać i która zawsze wysłucha i wytrzyma potok moich łez. Wpasowana w moje dojrzewanie, dni dobre i złe, w każde wydarzenie.

Moja matka i ojciec…

Każdy z tych tomów wiąże się z jakimś dniem, dniami, podróżą, przygodą, śmiechem czy koszmarem… Wiele z nich nosi w sobie, zaklęte w płatkach kwiatów i szeleszczących papierkach, wspomnienia…

Moje.

Nasze…

Zanotowany telefon do tego, kto mienił się przyjacielem, dedykację, albo moje słowa, które potem przekształciły się w opowieść. Bilety zapomnianych środków komunikacji, specyficzne zakładki przeszłosci.

Książki są katalogiem mojego życia.

Moim wyznaniem, bóstwem.

Chyba podoba im się na Wyspie…

Jednak przeglądając kolejne tomy, odnajdujac te trochę zapomniane opowieści i zatarte w pamięci dni… nie zawsze jestem w stanie sie uśmiechać. Ale to nie ich wina…

Książki wchłonęły tak wiele mojego życia i emocji, iż rozumiem dlaczego Indianie palą je po śmierci właściciela…

Książki stają się częścią człowieka.

Książki… wtapiają się w nasze życie, często tak niezauważalnie, jak owe tajemnicze pomocne duchy, które nie pragną wdzięczności… po prostu… są.

PS. Z zapowiedzi na 2011… Kolejna, po wcześniej wspominancyh oraz książkach Marii Ulatowskiej intrygująca mnie pozycja, to „Mariola, moje krople” 🙂 Książka Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, którą trochę już znam. I bardzo się cieszę, iż zostanie wydana!!! Cóż, w moim przypadku nie samą fantasy człowiek żyje!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz