Miesięczne archiwum: Luty 2012

Pan Tealight i Czarny Pies na Wiedźmie…

„Pan Tealight wyjrzał ostrożnie zza zakrętu.

Czuł, że coś jest nie tak. Cała uliczka przy domku Wiedźmy, a i Złota Kupa w oddali, skąpane były w chmurze lepkiej mgły. Ciemnej, dziwnie sączącej, z której goły Chochel lepił bałwany o niecenzuralnych, nieprzyzwoicie zwodniczych kształtach i kpiących wyrazach twarzy… lub pysków. Znaczyć to mogło tylko jedno. Na Wiedźmie Wronie usiadł Wielki Czarny Pies. Nakrył ją po bokach ogonem, przycisnął wilgotnym futrem i nie zamierzał jej puścić.

A ona się nie wyrywała.

Pan Tealight przeszedł szybko wzdłuż alejki bałwanów, ostrożnie, by nie nadepnąć artystycznego szaleństwa chochlika pisarskiego i przez otwarte drzwi wkroczył do środka. Ją zobaczył od razu. Siedziała przed wielkim oknem prowadzcym na Lipową Alejkę Wronich Gniazd. Znajoma, a jakże żałosna kupka przeżutych stron, pomiętych bohaterów i zwichrowanych namiętności, oraz przygód bezecnych. Wpatrywała się w Paznokieć Olbrzyma.

Doskonały obraz niebiańskiego pedicure.

Milczała…” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i niewiedźmowy wygląd Wiedźmy…

„Właściwie nie chodziło o to. Tak naprawdę była to ostatnia rzecz związana z Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki, która przychodziło na myśl subiektowi „Sklepiku z Niepotrzebnymi”, gdy już pozwalał sobie na myślenia o Wiedźmie Wyspy. Niestety gromada upiornych bab pod drzwiami skutecznie zmuszała go do TAKICH myśli. A mógł właśnie odcedzać ser…” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i bojkot Wiosny…

„Świat zaczynał pączkować. Wszystko puchło, nabzdyczało się i srało tęczowym konfetti. Znaczy się niewymownie, jak zwykle napuszona w swej rozpłodowej mocy, nadchodziła Pani Wiosna. W odróżnieniu od Zimy, tej pory roku Pan Tealight nie kochał. I nie chodziło tylko o te kolory, radosne ćwierkania, pijaczków naśladujące koty, oraz całą topliwość. Chodziło raczej o ty, iż w tym roku Zima tak właściwie nie przyszła. Ot skradała się przez kilka dni pod oknami sklepiku, zajrzała w okno Wiedźmy Wrony, by po prostu podarować jej nie widziany od dzieciństwa, artystyczny rzut Mistrza Szronu… a potem odeszła.” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Śmierć z wizytą u Wiedźmy…

„Pan Tealight obawiał się tego co będzie PO. Tego, co się stanie, gdy w końcu Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki przestanie się grzecznie uśmiechać, a zacznie nieroztropnie zażywać rękoczynów. Nigdy nie lubiła gości. Zaskakująco tolerowała Pana Tealighta, a i to nie zawsze, bądźmy szczerzy. Była ściśle terytorialna i zwyczajnie nie lubiła jak ktoś macał je rzeczy. A było co macać!

Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale teraz, teraz u Wiedźmy Wrony przesiadywała Śmierć. Zwyczajny obiekt, podstawowy element życia Wyspy. Mało rozmowna, choć zajmująca zaskakująco wiele przestrzeni. Powtarzająca jak nadmiernie namiętnie nakręcony mechanizm: że ona do życia Wiedźmie nie jest potrzebna, że kłopotu nie sprawia.” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i kryminał z Krasnalem w tle…

„Zaryczana Wiedźma Wrona nie była niczym nadzwyczajnym. Pożarta Przez Książki miała w zwyczaju przeciekać ocznie z byle powodu. Wygrywała tutaj z małą, uciętą główką, która w sensie moczenia też była niezgorsza. Ale tym razem Ojeblik była zaskakująco sucha. A Pan Tealight znał je już na tyle, by wiedzieć, iż zaskakująco, gdy ryczy jedna, przecieka i druga… Coś się musiało stać.

Coś poważnego!!!” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Kobieta na stos idąca…

„Powiedzieli, że to niepoprawne politycznie. Że mi nie wierzą, iż właśnie tego pragnę, ale pawda jest taka, że właśnie tego chcę. Bo jak można dalej żyć bez miłości? Bez człowieka, którego pokochało się do końca?

Bez jego zapachu i dziwnej obecności? Tego co rani, przeszkadza, ale i tego, co sprawia, że chcemy wyjść z magicznego świata snów co ranek.

Niech mnie spalą…

Ciało i tak umiera. Tęsknota przeżera moje członki, bo przecież w całości oddałam się temu uczuciu. Miłości. Nie chcę oddychać bez niego, nie pragnę żyć bez niego, nie chcę nawet… czekolady bez niego. Zachodów Słońca i wschodów, bo ono okrutne znowu wzejdzie, ptaki zaśpiewają nie szanując mojego smutku! Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Serce Niełamalne…

„Właściwie, to wszystko wracało do normy. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki skończyła opowiadanie i obecnie powracała stopniowo do stanu permanentnej, rozpustnej, nieobliczalnej i niedefiniowalnej mroczności. A gdy z nią było okej niezupełnie normalnie, całe miasteczko oddychało z ulgą, a nawet cała Wyspa.

Niestety Ojeblik była uczulona. Mała, ucięta główka strasznie odchorowywała najazd amorków, aniołków i wszelako skrzydlatych łukobijców o zauważalnej i namacalnej nadwadze. A to niestety był ich czas. Nikt nie wiedział, gdzie ukrywali się poza miłosnym nadmiernie sezonem, ale biedna Ojeblik prychała i kichała w różowym koszyczku za zasłonką kuchni. Zresztą to nie był jedyny problem Walentynkowej Linii Czasu. Było jeszcze ono. Zapukało o świcie. Czerwone, napuchniete i piękne. Wielkie, bijące serce. Nie złamane, do jakich Pan Tealight przywykł, ale w pełni sprawne. Zakochane Serce Niełamalne.” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Nieznośna Wampirzość Bytów…

„Pan Tealight przechadzał się uliczkami miasteczka. Właściwie składało się ono z jednej ulicy i kilku niewymownych wypukłości, nieznośnych lekkości bytu planowniczych, ale co tam… Niech im będą, że są uliczki. Uliczki ze śladowymi i szczątkowymi zawartościami chodników. Zresztą przy znikomym ruchu, nic nie było istotne. Poza tą ciszą padajacych sporadycznie płatków śniegu i pustką. W małych domach ludzie i inne istoty szukały ciepłych miejsc, ale Pan Tealight, uprzednio zostawiwszy uciętą główkę – Ojeblika – pod opieką Chochela – chochlika pisarskiego Wiedźmy Wrony… chciał się rozerwać. Może i nie było to rozerwanie spektakularne, ale raz na jakiś czas musiał pobyć sam. Spojrzeć na miasteczko tylko swoimi, niewidocznymi dla innych oczami. Zamotany w pelerynę, krok za krokiem obchodził okolicę. Jego ślady szybko zasypywał śnieg. Jakby nigdy nikogo tutaj nie było. Okna natychmiast odrzucały jego dobicie…” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Wiedźma w Snestormie…

„Ona tańczyła. Wiatr był jej orkiestrą, płatki śniegu oblepiały jej ciało w mistycznym pragnieniu bliskości. Nie potrzebowała partnera. Cała Wyspa tańczyła razem z nią… Pan Tealight usadowił się wygodnie w fotelu i zamotawszy się w koce patrzył na Wiedźmę Wronę. Całkiem małą Wiedźmę, która zmieniła jego świat i dziwnie wypaczyła jego myślenie… Nigdy by nie pomyślał, że nawet on może się zmienić.” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pan Tealight i Wyspowa Syrenka…

„Nad drzwiami widniał napis – koślawymi literami, nierówno wyryty w jakiejś pamiętającej cytrusy desce – „Odpocznij. Tutaj nie znajdziesz niczego”. Warcząca kołatka i zestaw rozrzucających rdzę, niemych dzwonków, dopełniał obrazu. Do tego biały płotek i zakryty komin. Oto najbardziej znajome okolice dla pięknej Foremki. Dla niej to wszystko tworzyło straszliwą kompozycję, dobraną nadgorliwie i pieczołowicie, by zniechęcić każdego klienta. Gdy pojawiała się jednak ona… wszystko milczało. Żadna deska nie wyraziła sprzeciwu. Okna zdawały się pochylać, jakby miały wysłuchać przemowy najcichszego z bóstw.

Ona była bóstwem. Wiedziała o tym. I przyjmowała wszelakie dowody czołobitności ze spokojem i delikatnym uśmiechem. Chyba, że chodziło o Wygódkę. Wtedy bladła. Jej jasne, długie, pełne wodorostów włosy szeleściły. Z dłoni opadały kryształki soli… Cóż, wyspowa Syrenka, jedyna na Wyspie, kochała się w Wygódce.” Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj