Miesięczne archiwum: Listopad 2011

Pan Tealight i Lustrzane Odbicie…

„Pan Tealight po raz pierwszy rozmawiał z kimś w ten sposób. Nie żeby go to zdziwiło. Do dziwactw był przyzwyczajony, ale płaski osobnik pijący przez papierową rurkę herbatę ze spodeczka – pół łyżeczki ciepłego mleka i 3 kostki cukru – był dla niego dość specyficzny. Na tyle, by zachwiać planem Leniwej Soboty. Osobnik zwał się Lustrzane Jedyne Odbicie i był nader płaski. Płaskim nie tylko w wymiarze 3D, a rozmowa z nim szeleściła. Słowa zapisywane na miękkim papierze toaletowym w kolorze seledynowym, szybko ropzływały się w czajniczku z lawendą pyrkoczącym na piecyku. Odbicie nie zostawiało realnych śladów, tylko te, które zakopywało w duszach odbijanych.

Nie lubię gdy na mnie patrzą – pisało – są tacy brzydcy, a ja jestem piękne. Po prostu do końca idealne, a oni… oni są brzydcy. Co gorsza odbijać ich muszę czy chcę czy nie. W tafli wody, szybie i butelce. Muszę, nie umiem się powstrzymać. A oni wciąż są tylko brzydcy. Jakby się uparli, by mnie zatruć swoją niedoskonałością.”

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i recycling dusz…

„W ogrodzie sklepiku znajdowało się wiele specyficznych rzeczy, zagubione pod liśćmi kuliły się Wstydliwe Sprawy… była Wygódka, ale też Nieprzejrzyste Jeziorko otoczone drzewami. Żadne z nich nie było zwyczajne i pospolite. Ale najbardziej znajome było Drzewo Zbędnych Dusz. Wyschnięte, rozcapierzonymi gałęziami starało się sięgnąć nieba. Korzenie przebijały ziemię, jakby chciały zabrać swoje drewno w troki i zwyczajnie… zwiać.

Tylko gdzie?

Pan Tealight właściwie miał za zadanie tylko przerabiać rosnące, dyndające, sprzeczajace się ciągle dusze, na najmiękciejszy papier toaletowy, ale… kiepsko mu szło. Nie potrafił zrozumieć jak ludzie mogą żyć bez dusz i ciągle miał nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się na kupno choć jednej.

Jak oni mogą istnieć i tworzyć bez owej iskry sprawczej?

Jednak Pan Tealight wiedział też, że dusze nie mogą się zwyczajnie błąkać po Wyspie. I tak była dostatecznie dziwaczna. A Wiedźma Wrona nie pomieści ich w sobie więcej. Wydawała się być nimi wypchana po wselakie dziurki w uszach, nosie i lepiej nie wiedzieć gdzie je miała więcej.”

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz