Pan Tealight i Kury Aniołów…

„No mieli grzędy.

Mieli też taki odkupnik, wiecie, coby łatwiej się czyściło…

I kury.

Wszystkie kurna niebiańskie i idealne. Ćwierkające i gdakające psalmy jakby urodziły się z gramofonami w środku. Albo i USB dojściem. Tudzież całą pamięcią narodów dotyczącą muzyki i utworów od kamieni stukających, poprzez hymny i rocka. Nawet na wiele głosów, wiecie, umiały bez  orkiestry piać…

I piały.

Co rano, co wieczór, co południe… i co za często.

Ale każda fryzowana, puchata i mocno zadufana w sobie. Naprawdę i prawdziwie, do końca na amen i alleluję. Bo wiecie… Alleluj miał się za wielkiego ich opiekuna i pasterza onych kurzych łebków i łapek. I piórek, pierzynek, poduszek i jeszcze dzióbków onych kształtnych… i oczywiście żołądków.

Taki rosołek ino na żołądkach!!!

Mniam!!!

Oczywiście, był aniołem, ale wiecie, miał łupież na skrzydłach i ino odchody kurze w postaci maseczce lekko glinkowanej mu pomagały… woniał może i, może i nadmiernie, ale jednak… wiecie, chciał być pełnym aniołem. By mimo wszystko te bezgacie kiecki go nie wytykały paluchami idealnie spiłowanymi…

Płytki paznokci też się z niego śmiały…

I tylko kury nie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Sprawa zbrojna.

No i się wiecie, jebło.

Znaczy nie no, pewno uznają, że się ludzie czepiają i tak dalej, ale poszło w prasę, więc… no nie wiem, czy kiedykolwiek to odzobaczę. Jak klikniecie w linka, to na pewno zajarzycie o co mi chodzi. Zresztą, jak się okazuje nie tylko mi… oczywiście o to, iż projekt, który przeddstawiony został od tej stroy wygląda jak pistolet.

I to taki dość charakterystyczny.

Jak ktoś się zna na broni, to pewno nawet rzuci jakimś modelem, czy coś, aale już go widzę czyszczonego, czarnego, no ie odzobaczę tego, a przecież normalnie muzeum, wciąż jeszcze, białe i kanciaste. Wygląda ciekawie, ale jakoś nie gryzie się z terenem zbyt mocno. I pewno, że ja wybrałabym coś innego, ale wiecie… artyści i ryby głosu nie mają. Nawet jak ich wędzą, znaczy wiedźmy i artyści…

… ekhm.

Na razie muzeum to wciąż przepiękny biały moloch z widokiem, małym parkingiem, dziwnością w śordku i oną niesamowitością, czyli strumieniem przepływającym przez sam środek budynku, co naprawdę wiele pozwala wybaczyć wystrojowi onej konstrukcji.

No co, tutaj mogę się wypowiadać.

Jestem młodszym kustoszem.

Ha ha ha… tak, archeolodzy też tak mogą skończyć.

Dziwaczny to był epizod, uciekłam po tym, jak się okazało, że dupy całować trzeba nie ino trzem królom, proboszczowi i biskupowi, ale też burmistrzowi, staroście i chuj wi czemu jeszcze, naprawdę. Było to lekkie szaleństwo, szczególnie z powodów logistycznych, ale tam…

Przeżyłam.

Uciekłam i pozostało mi po tym nie tylko złe wspomnienie, więc… tak, wiem jak robić w muzeum. Wiecie, by ludzie przychodzili. Czasem mi się wydaje, iż oni wychodzą z założenia, że jest, więc należy bić pokłony…

Cóż.

Nie.

Hammershus…

No i mamy kolejne…

… nie tyle tragedie, w znaczeniu ludzkie, ale raczej historyczne. Powiem wprost… ja kurna nie mam pojęcia jaki to chlew przyjechał na Wyspę, ale to co wyprawiają wszędzie, to już woła o pomstę do nieba. Pewno w Polsce dostałabym komentarzem „500 plus zjechało”? Tak, Dania jak najbardziej też dysponuje takimi ludźmi.

Tu jest jak wszędie indziej, ino wiecie, bliżej donosicielstwa i wszeakiej socjalności jak to już w USA o nas pisali.

Się ma ten fejm. LOL

Ale… o co chodzi?

A oczywiście o tumanów, który po naszych sławetnych i jedynych takich w tym kraju ruinach, łażą. I to łażą w znaczeniu się wspinającym, kruszącym i niszczącym. Już widzę jak polscy średniowiecznicy klną, bo to w końcu oni murowali i restaurowali nam mury! I odwalili wspaniałą robotę, ale… cóż, widać tym ludziom robota innych za nic. Zdjęcia i sceny na nich dantejskie jak nic. Bolą…

Ale…

Pisałam już o onym samobójczym pchaniu się wszędzie…

… więc…

Widać i Hammershus im niestraszny. A mówiłam, że jakiś demon, a nie ino wszelakie underjordiski się by przydały. I to taki, wiecie, prawdziwy. Bez cukrowatości i dieci niestraszenia, bo one bezczelne jakoś nie wydają się bać czegokolwiek. I tak, oczywiście, że obwiniam rodziców, ale co z tego, oni robią to samo.

Nawet w wieku babciowym.

Tyle karetek ie słyszałam w tym roku, to nigdy!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Kury Aniołów… została wyłączona

Pan Tealight i Krowa Piekielna…

„Była Niebiańska, to czemu nie?

No przecież wszyscy teraz tacy teraz są za oną odmiennością, ale tylko jeśli można ją zaszufladkować, więc… pewno dlatego ten hejt. Bo wiecie, od razu zaczęli, że kopiuje, że to styl inny, że nie ma prawa, że…

Przecież czerwony i czarny i jeszcze te ogieńki w oczach, a już długi, płonący ogon, serio i te rogi, takie fikuśno zdobione, i tak dalej… nie no, po prostu pokazówkę urządza i takie tam. No zwyczajnie, nie dali jej żyć, a ona była taka duna ze swego pochodzenia, bycia oną jedyną, wiecie, producentką mleka lucyferowskiego, z któego powstawały szatańskie oscypki, o których…

… no właśnie…

To chyba najbardziej ją zszokowało…

Że nikt o niej nic nie wiedział.

Ogólnie… nie mieli pojęcia ni o diabelskiej mitologii, ni o podziemnym świecie, jakim jest naprawdę, ino, że zła, okropna, wszelako greszna i kusząca… że co, wymiona ma zakrywać, czy jak? A że tatuażyk ma srebrny, no i co z tego, że niby srebro od księżyca, a ona powinna jakoś wypalanie…

Jak oni mogli?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Po pierwsze zaginiony członek frachtowca, potem pożar i bijatyki architektoniczne, a na koniec… na koniec cmentarz, bo czemu nie?

Ale…

Zaginięcia na morzu są czymś „normalnym”, szczególnie w tym okresie letnim. Jednakowoż ostatnie, wirusowe czasy naprawdę wszystko przetasowały i chyba… też jakoś odczłowieczyli ludzi, bo… jak można zauważyć zaginięcie członka załogi dopiero po… wielu morskich milach? Nie no, pewno że sobie zdaję sprawę z teo, że frachtowiec, to ogromna masa metalu, ale jednak, serio… i nagle się okazuje, że choć nie widzieli go od dawna, to jednak jakoś tak poszukiwania skupiły się w okolicach Wyspy… może przyciągamy zwłoki?

Nie wiem…

I nie posiadam wiadomości w temacie czy go znaleźli, czy nie.

Za to pożar.

Łoch! Po prostu szaleństwo. Zaczęła się palić jedna z najsłynniejszych knajp… się znaczy modnych restauracji, wiecie, Noma i te sprawy, zwąca się Kadeau. Na sszczęście ludzie wciąż tam byli nocą, nie wiem jak można jeść na noc, w nocy, no mniejsza, w ogóle jestem nieobeznana z tematyką imprezowania, więc… widać można. Byli tam, pomogli, wiadra z wodą podawali, ugaszono parą wodną? Serio… hmmm, w strażakowaniu też nie mam wiedzy ogromnej, zamyka się na piankach i kocach oraz namiotach, no i wiecie BHP kilka kursów, ale…

No więc knajpa się otworzy, nie ma boja.

Straty nie są wielkie.

Wciąż jednak mnie intryguje, że ludzie, w dzisiejszych czasach tak się chcą tłumnie zbierać i dlaczego grill sąsiadów tak cuchnie? No wiecie, jakby na oleju z Biedronki smażyli!!! Albo i li czymś gorszym…

Bleee!!!

Cuchnie na całą okolicę!

Jeśli chodzi o kiepskie zabawy, to kobieta już nie smarkata, usiadła sobie na barierce w Svaneke… pewno wiecie której, jeśli byliście, jeśli nie, to weźcie sobie Google, wejdźcie tam, znajdźcie port i drogę i przy sklepie w porcie, ale twarzą do drogi babka sobie usiadła, pewno gadała ze znajomymi, no i wiecie…

… się bujnęła.

Przeżyła, co jest zaskakujące, bo choć to może nie wiele pięter ino jakieś 2 i pół metra, ale beton straszliwy w dole, a ona padła tyłem, więc… połamana jest w szpitalu. Przeżyje, ale rehabilitacja i takie tam, nikomu nie życzę.

To oczywiście rozwinęło kolejną rozmowę dotyczącą bezpiezeństwa na Wyspie, a w szczególności na niektórych szakach, które, jak na przykład ten z Melsted do Gudhjem, nie posiada barierek na tak dramatycznych i wąskich półkach skalnych, że szczerze polecam iść, ale naprawdę przyklejanie się do skały jest obowiązkowe.

Gorzej przy wymijankach…

A jeśli już coś się stanie, to możecie wykupić sobie miejsce pod drzewkiem. Właściwie całe drzewko, ale wiecie, będziecie sobie sypko w korzeniach… no robić za użyźnienie, czy coś tam… Numarek na drzewku będzie jedynym wspomnieniem. Chociaż, kto to wie? Jak to się rozwinie? Jakoś chowanie zmarłych tutaj jest dość…

Kontrowersyjne.

Niby wszyscy tacy niewierzący lub poganie, a miejsce na cmenatrzu musi być.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Krowa Piekielna… została wyłączona

Pan Tealight i Niska Wysoka…

„Wiecie jak to jest, jak rodzice mają finezję i wszelako, mimo wszystkich onych namawiań rodziny i przyjaciół, i to tyh dobrych, prawdziwych przyjaciół, nie tych, co chcieli się dostać na przyjęcie, wiecie… nie, ci po prostu ubaw mieli na Fejsbuku w nich, i to jaki!!! O rany… nawet mrugnięć pastora w kościele, gdy tylko padły te słowa i on się zachwiał, lekko chlupnęło w chrzcielnicy, gdy mu one ingredyjencyje oleiste z białych dłoni wypadły… wiecie, po: jakie imię nadaliście dziecięciu…

Nawet gdy ministrant się zachwiła, a drugi, ten od książki gumą do żucia zakrzytusił i chrzestni rodzice musieli mu Heimlicha zapodać… ogólnie, trzeba przyznać, że impreza w kościele była super, ten, co filmował, mówi, że zrobi dwie wersję, dla rodziny i taką bardziej w Tarantino vibe…

No wiecie…

Gdy rodzice długo czekali i naprawdę, nie że są jacyś ograniczeni, ale obydwoje niscy i pulchni raczej, podobnie dziadkowie, więc nadziei nie ma, nazwisko jest jakie jest, ale imiona chcieli dwa… no żeby mała… he he he… sobie może potem wybrała, czy coś… jakby było z czego…

Rodzice…

… postanawiają dać pierworodnej imię jakieś takie, jakieś takie intensywne…

No to… z nią właśnie tak było.

Prawie dokładnie tak, chociaż…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wszyscy w nienawiści skąpani…

No właśnie, wybuchł mały skandal. Okazało się, iż jeden osobnik, co to mieszkał na Wyspie, ale się wyprowadził, no i teraz wrócił… miał czelność, właśnie po onym morderstwie, wysłać taki wiecie, list od czytelnika do gazety niemieckiej, która widać się w ono morderstwo nader mocno wstrzyknęła…

… wpisała i tak dalej…

No i napisał prawdę.

Nie oszukujmy się, sama już o tym pisałam i wypuściłam w świat swoją teorię, którą sporo ludzi wyśmiało, w większości nie uwierzyło, tudzież… po prostu stwierdzili, że oni poznali raz Duńczyka, jedli z nim obiad czy coś… i to tacy kochani ludzie… he he he… no więc może wam warto polecić ten list, w którym koleś pisze o nienawiści.

Nienawiści.

Prawdziwej i dla wielu, mieszkających tutaj zwyczajnej tak bardzo, ale też takiej, wiecie, o której się nie mówi. Dla nas była ona szokiem. Wciąż chyba jest. Sorry. Po prostu z tego jakoś się nie wychodzi, z onego oszołomienia… a on, jako osobnik stąd, który przed oną nienawiścią uciekał – nie rozumiem więc, dlaczego wrócił? – powinien wiedzieć lepiej. Chyba… jednakowoż według niego tu ludzie z Rønne nienawidzą tych z Nexø. Ci z Hasle, to w ogóle dziwni…

Ci z północy tych z południa.

A tak właściwie, to sąsiad sąsiada, więc…

O co chodzi?

Tu nie trzeba mieć innego koloru skóry, czy, wiecie wyznania, czegokolwiek… tutaj już z mety, jego zdaniem, wszyscy się nienawidzą.

Gdy Tidende dziennikarsko chciało go jeszcze podpytać, stweirdził, że powiedział już wszystko i nie będzie o tym mówił, więc… mam teorię. Albo już mu wkopali i się wyprowadza, abo wyprowadził się, bo wiecie, wie, że mu wkopią? No coś w ten deseń. Bo kto sam sobie takiego samobija w Danii strzela, to nie wiem, ale… tak, nie mylicie się, napisałam w Danii.

Nie tylko na Wyspie.

Ludzie są tutaj specyficzni.

Mandaty.

A oto druga afera…

Właściwie, to nie wiem, czy afera, bo przecież jest to coś, co się wydarza co roku, ale jednak znowu wszyscy zaskoczeni… a może to jednak przez oną pandemię? Nie wiem… ale czasem sobie myślę, że ludzie idą jakoś tak… no na samobuja w tym życiu teraz bardziej. Jakoś tak na maksa się ładują, a to oznacza…

… hmmm…

Wkurwa wszelakiego, jakim przyjezdni emanują.

Strasznego.

Może to właśnie on odbija się w ich jeździe? Ale dziennie kosić po sto mandatów pod Nexo… niezły wynik. A przecież to wyspa, kurna, tutaj nawet nie da się dobrze rozpędzić, chcoiaż niektórym się udaje. Niektórym nawet na wieki wieków amen. Wiecie, a potem wielce afera, że ten taki młody, a tamten to mógłby jeszcze…

… pożyć.

Może teraz tak wygląda życie, bo one wszelkie złe uczynki Turyścizny naprawdę wzrosły w mocach wszelakich. Przerażająco…

Może ludzi bać się należy teraz nie tylko onych bezmaskowych, ale…

W ogóle ludzi?

Nie, nie przeprowadziliśmy się tutaj dla ludzi, tylko dla Wyspy. Miejsca… energii… możecie to zwać jak chcecie. Na pewno nie dla roboty, chociaż mi bliżej przynajmniej do onych naskalnych rytów, a wiedza wzrosła, ale jednak… nie, to nie to. To Wyspa was przyzywa, albo nie i wtedy decydujecie jak żyć z…

… obecnością homo sapiens dookoła.

Tia…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Niska Wysoka… została wyłączona

Pan Tealight i Kiszona Myśl…

„W beczce.

No szczerze.

Z beczki wystawały maciupkie pręciki i macki, takie chwytaczki, jakieś odrostki, wszelakie łapki, pazurki, to co gilgocze i drapie, ale też łachocze i gilga i jeszcze smura i czasem głaszcze, a nawet… ekhm, no co komu odpowiada. Wszystko tam było, zakończone ostro i tępo, spiczaste i takie w kształcie kapeluszkowataym i jeszcze nikłe takie, przez które można było zobaczyć świat cały i jeszcze te barwen takie, wiecie, artystycznie rozbuchane, wszelako prawie palące swymi kolorami.

Połyskliwe i matowe.

Neonowe i blade, pastelowe i odważne w swej pigmentowości.

Po prostu… myśli… ino, że wiecie, kiszone…

No co. Żeby się nie zepsuły, wiadomo, zapisać trzeba, ale zapisane jakoś tak nie pulsują, potem często zapominasz co zapisałeś, nie możesz odczytać, czy też, co gorsza, głowisz się miesiącami co znaczyło „wzburzone ugaga”. I dlaczego akurat to zapisałeś zieloną szminką… na lustereczku.

I skąd w ogóle miałeś takową szminkę?

Albo te skrobanki na ścianach, a potem trza malować znowu… pewno, że można z farbą poeksperymentować, ale co jeśli najpierw nie przepiszesz tego, co tam widniało, a od razu weźmiesz czarną farbę i…

Machniom?

Dlatego Wiedźma Wrona Pożarta… kisiła je.

W Kobaltowej Beczce.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Uciekłam do lasu.

Seryjnie…

Spieprzyłam do lasu. Bo ludzi masa. Kompletna i totalna masa. Nie daje się wytrzymać, więc do lasu, chociaż… bez urazy, podejrzewałam, że tam też będą, co nie? No muszą być. Przecież ta nasza cudowna Wyspa to bright green jest, co nie? Ogólnie mówiąc okologisk i wszelako eco sreko i ogólnie…

… no wiecie, natura!

Musowo więc las…

Ludzie też w większości przecież przyjeżdżają tutaj z miast, więc przygotowana byłam na jakieś tam kolejki do drzewa, czy coś… a co się okazało… w lasach nikogo. Podobno jedna mieszkanka Almindingen spotkała ostatnio rowerzystów, którym chyba telefony nie działały, czy coś… no ale jednak chcieli od niej wiadomości jak dorzeć do zatłoczonego Gudhjem.

Na co ona im, że w Aakirkeby lepiej i ona z chęcią im powie co i jak i gdzie…

Powiedzmy sobie szczerze, że żartu nie poniali.

A ja w lesie nie znalazłam ludzi. Poza parką miejscowych, którzy szybko się zmyli, bo wiecie, lasy ogromne, więc można sobie być samotnym w lesie… na przykład w takim Arboretet. No po prostu baja. Ino jakiś zezwłok leży na trawie, ale poza tym nikogo więcej niż my. Ino te drzewa i trawy i rzeczka i most, którego nie ma…

… więc człek odpoczywa.

W zieleni.

I karmi komary.

Bez urazy. Ale karmi mocno, bo co jak co, ale wody tu nie rakuje, a przy tej ostatniej dziwnej pogodzie, to wiecie, spojawiły się. Może i w domu, odpoukać, nie ma gadzin, to jednak tam, no kurde, jakby KFC im nagle postawili. Krwiste i niezmieszane!!! Albo wiecie, ten no, konwój z RH -.

Ale w lesie…

Bo Arboretet to wiadomo, cudny plejs, ale ja chcę gdzieś indziej…

Nad ono oczko cudowne, które przez suchość i wietrzność pogodową jakoś tak łatwiej obejść i człek odkrywa dziwny, cieniutki, czarniawy mostek. Chwiejny i niestabilny, lekko przerażający, bo choć pewno raczej tu płytko, to człek nie chce się o tym przekonać własnoręcznie, dupnie, czy jak tam… no raczej nie. Może i ciepło, czy raczej słonecznie, bo w końcu wiater wieje, dziwne zimne powietrze chłosta, więc…

Oczko niesamowite.

Z wystającym, białym trollim brzuchem i oczywiście drzewm, które wciąż rośnie, choć w połowie skąpane w niebycie wodnistym…

I komary…

Kurde, ale wielkie!!!

Ale nic to, może żrą, ale ona zieleń taka oszałamiająca, kurhany po drodze, do tego jeszcze pierwsze grzyby i naparstnica i jeszcze jakieś takie… no wiecie, jakieś takie cudowności naturalne, które sprawiają, że człek czuje się jakoś lepiej. Jakoś tak normalniej i na miejscu, niczym gooloneczka na haku w mięsnym, jak to drzewiej bywało… potem zawijana w taki papier woskowany, wiecie, taki…

I drzewa tutaj żywiczne i wielkie takie…

I nokogo, jakby ta cała turystyczność nie istniała.

Jakby serio wszystko ono zielone było najważniejsze i one igiełki iglastych panien takie mięciutkie, jasniutkie, dołem sadzonki oczekujące na lepsze czasy. I jeszcze mchy i oczywiście pojedyncze wspomnienia z zeszłego roku i zaskakująca dziura z wodą i trawy wysokie tak bardzo w onych miejscach niedrzewnych…

… i ścieżki nieistniejące…

I jeszcze…

Normalność.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Kiszona Myśl… została wyłączona

Pan Tealight i Niewygódka…

Pani Wygódka była sławna.

Wiedziała o tym i wiecie, skołowała sobie własny biznesik i swobodnie, ale też całkiem legalnie, dusiła z niego cząstki na toaletowy najmiękciejszy, na wszelaką poprawność poddupków i jeszcze lustereczko malutkie, wiecie, tak dla lekkiej perwersji, bo czemu nie… ale Niewygódka

… one była zwyczajnie smarkata i wszystko, co robiła, miast uczyć się jak stać i znosić dupy, to kręciła filmy na TikkupToka.

Ta dzisiejsza młodzież… co nie?

Problem w tym, iż ona śmiała domagać się od Wygódki wsparcia i to… niekoniecznie w ramach podzielenia się doświadczeniami w pierdach i rozmowach szeptanych, oraz wszystkim tym, co działo się pod wyciętym w drzwiach serduszkiem… ale chciała toaletowego!

I to w ilościach wielkich.

Nie miała zamiaru zaczynać od niczego, bo dlaczego miałaby? Przecież była już sobą, sławną sobą i w internetach była i choć to samo gówno, to przecież pasowało do tego, co było w social mediach. Nie oszukujmy się… problem był w tym, by zrozumiała, że Niewygódka była toaletą wszelako medialną.

Ale i wirtualną, jednak…

Jakoś onej wirtualności nie pojmowała jak reszta świata.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zimno…

Tak naprawdę chyba jestem mocno zaskoczona.

No wiecie, onym chłodem, a nie żarem się lejącym z nieba. Wiecie jak to jest, jak lubicie coś, a reszta świata nie? No to właśnie tak to jest. LOL Marznę w nocy i jest mi z tym dobrze. Może nie tak dobrze jak onemu nastolatkowi, co to omal nie przejechał policjanta, a potem próbował im uciekać samochodem… LOL serio, niektórzy ludzie to naprawdę mają wyrąbane. Jak bardzo nawalony musiał być ten gość?

Pewno mega!

No ale… co ja tam wiem o uciekaniu…

Eskapistka ze mnie i tyle!!!

Zaawansowana oczywiście. I jakoś takoś, no wiecie, nie ma jak uciec na wyspę, na którą ostatnio trudno się dostać, chyba żeście Jezuskowi, to wiecie, spacer po falach, podgryzanie przez wszelakie zarazy spuszczone tutaj na dno od wieków i tym podobne. Albo i może rekinowie u nas istnieją?

Panowie Rekinowie?

Kto to wie, przy takim zanieczyszczeniu!

Jedno co wiemy, nie wiem w jaki sposób ma to być pocieszające, ale wiecie, granitu nam wystarczy na wiele lat… hmmm, ja bym powiedziała, że jak dalej tak będziecie Wyspę pukać, to w końcu znowu zaliczymy kolejne trzęsienie ziemi, chociaż przecież… TO TAKIE KURNA NIEMOŻLIWE…

LOL dzisiejsze czasy pełne takich niedowiarków.

Widzicie pozagrobowy interes oczywiście, na radioaktywne kamysie?

Niezapominajmy o promieniowaniu!!!

Ale…

Na razie po prostu mamy ten chłodek i jak czerwiec został okrzyknięty niewymownie ciepłym, wręz gorącym, jak oczywiście na czerwce wszelakie, tak lipiec… to ino zaskoczenie, że urna zimno, a bilety za darmo!

Ech!

Jak dla mnie, w to mi graj, wciąż, ale jednak… ale jednak na pewno przeziębi niektóre tyłki zamieszkujące namioty, no i jeszcze przewieje te przekonane o swojej gorącościdupska rowerzystów, którzy stwierdzili, że gacie i koszulka to najlepsze ciuszki. Nie żeby nie były, ale szczerze, gdy maks 19 C na termometrze, to raczej…

Ech… z drugiej strony, sama uwielbiam zmarznąć, więc…

… więc, no szczerze.

Fajna pogoda.

Może wolę te pochmurne dni, a ich mamy niewiele, słonko raczej wciąż wali, jednakowoż zimny havgus wisi w powietrzu. Dodatkowo jeszcze wiaterek jakiś, bryza, czy coś tam… czadowe powietrze. Brak stęchłości, suchot i tym podobnych… ino tłok w sklepach i chociaż ludzie już zaczęli rezygnować z wakacji krajowych na rzecz wszelakich, znowu otwartych miejsc, lotnisk i tym podbnych, to jednak, to jednak…

… ech…

Będzie buba?

Jak myślicie?

Na północy Danii określili już pewne miejsce… jako corona place, więc… nie oszukujmy się, jest czadowo!!! Czy znowu będą zamykać nas po kawałku? Nie wiem, ale przyznam się, że się boję… bo kolejna fala wirusa to będzie kupa.

Mega!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Niewygódka… została wyłączona

Pan Tealight i Wysoka Konieczna…

„Ale no…

Bo widzicie, wszystko jakoś tak, no jakoś tak po prostu się wydarzyło. I to na raz wszystko… jakby diabeł ogonem, ale przecież i on brał w tym udział, więc to nie mógł być tylko on, ni anioł, czy inne popapraństwo… choć ostatnio podobno ktoś gdzieś widział pixie? Tudzież, wiecie, te no tam, fairies…

… i ma dowody, więc może…

Może one?

Ale…

Chyba nie można sobie wybrać, że to akurat będzie twój najgorszy dzień. Koszmar największy. Chyba… nie no, pewno niektórzy są sobie w stanie to stworzyc, jebani masochiści, a potem, ojejku jejku, jak mnie świat doswiadcza, a przecież sam sobie tkasz tę tkaninę, a jedna z Bab, ta z nożyczkami ino czeka by ciachnąć tę nić… paranoiczka rąbana z OCD jak stąd do Babiów Mostu. Albo i nawet dalej… tkające czy strykującej pójdzie nie tak jedno oczko i już, ciach…

I po tobie.

Po wszystkiemu.

Ale jest jeszcze ta, co dostarcza nić… kurde, jakie ma bidula łapki poranione, bo ją zmuszają, do wiecie, onych barbarzyńskich, aczkolwiek archeologicznie akceptowalnych czynności, no i jest jak jest.

I dlatego pojawiła się ona.

Wysoka Konieczna.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Więzy krwi” – … tom drugi serii wilkołaczej. Serii kojociej, takiej wszelako zmiennokształtnej, wampirzej, mitologiczno magicznej i dodatkowo lekko motoryzacyjnej?

Tak się mówi?

LOL

Oto kolejne spotkanie z Mercedes, która mieszka obok wilkołaków, przyjaźni się z prawdopodobnie jednym z Pradawnych i na dodatek naprawia volkswageny… i może i nie opływa w luksusy, aczkolwiek ma w sobie niesamowitą domieszkę krwi rdzennych, która sprawia, że z taką łatwością staje na czterech łapach, iż można jej pozazdrościć, ale… ma przyjaciół.

Kolejne spotkanie, a na szczęście Fabryka Słów się obudziła i wydaje dalej, więcc możecie się rzucić w wir onych przygód, nie bojąc się, iż zaraz wsio się skończy, bo przecież ta magia… mniam… czadowa. Tak, dla mnie to magia jest najważniejsza w tej serii. Wiem, że jest to raczej temat taki lekko nie do końca równoległy całej onej wilkołaczywości, ale… dajem radę. No i wiecie, wymijam momenty. LOL A tak serio, ten tom jest o wampirach, a w szczególności o jednym z nich, jej przyjacielu… choć tak niewielu w oną przyjaźń wierzy. I o wilkołakach, które nie do końca potrafią być sobą, oraz… tych, o których nikt nic nie wie.

Albo i nie wiedział dotąd…

Oto coś nowego w serii. Krwawego i zaskakującego!

Nie można się nudzić.

Język, wiadomo, prosty, aczkolwiek inteligentny z domieszką humoru. Przystępny, dobre tłumaczenie i niezłe wydanie. Znosi wiele czytań.

Czas robali!!!

Naprawdę.

Są takie czarne robaczki, mikroskopijne wprost, które pojawiają się nagle i właściwie nie do końca jesteś w stanie przewidzieć kiedy uderzą. I gryzą. Żrą po prostu. Boleśnie. Widzicie je, cieniutkie włoski, niby ślimaczki bez skorupek, ale takie w rozmiarze brwi… i naprawdę żrące. Czarne niczym węgielski, zawsze mnogościowo przybywające, zdaje się, że mają nie tyle jedną jaźń, ale coś w stylu wszelkiego pragnienia żarcia…

A może…

Może to jednak alieny?

Wiecie, te kosmity, które w rzeczywistości w końcu postanowiły pozbyć się pragnienia dotarcia do ludzkiego odwłoku i poszukania innego wejścia. Na przykład przez taką skórę? Na przykład z łatwością przecież wdarłyby się niezauważone, a może nie chcą się wdzierać, tylko wpuszczają w nas coś, co nas zmienia…

W aniołki?

Hmmm…

No nie wiem, ale żrą mnie, włażą mi w komputer i upierdniczają życie. Które i tak nie jest wcale najcudowniejsze, bez urazy życie, wiem, że zawsze może być gorzej, wiem to bardzo dobrze, ale jednak, może lepiej?

Co?

Bez robalów?

Przecież nawet nie miałam na sobie niczego żółtego!!!

A zwykle tylko do tego przylatywały, ale w tym roku, podobnie jak wrony i mewy ostro atakujące wszelakie ssaki, widać i one postanowiły się trochę uzbroić…

… trochę…

Wściekłe robaki, do tego kometa, no serio, apokalipsa jak się patrzy.

Czy u nas wiąż epidemia?

Oczywiście, jak wszędzie indziej, ale oficjalnie kilkanaście osób w szpitalu, jednak nie pod respiratorami i raczej brak nowych przypadków, co… wydaje mi się mocno dziwne, bo przecież tyle tych ludzi zjechało na Wyspę, tyle ich się wszędzie pleni, tyle ich w sklepach, kompletnie olewających wszelakie hod afstand czy cotamkolwiek… no wiecie… podobno w onych południowych miejscach wakacyjnych, to już w ogóle…

… więc czy można się dziwić?

Czy będzie rzeczywiście gorzej za miesiąc? Nie wiem… jest to bardzo prawdopodobne, ale co ja mogę, guzik mogę i tyle. Mogę unikać ludzi i to robie, ale jak długo można tak żyć i czy w ogóle można to zwać życiem, a może ino li wegetacją?

Jak myślicie?

Żyć w strachu, czy jednak…

Olewać wszystko?

Jeżeli wszyscy to robią… to jakie mamy wyjście? Powiedzenia mówią, iż należy dreptać za większością, bo inaczej kiła i mogiła, więc jak to jest? Jak ma być? Jak będzie? Nie wiem, kompletnie. Jakie mam przeczucia?

… ujowe.

Wiecie, wściekłam jak one czarne robaki!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wysoka Konieczna… została wyłączona

Pan Tealight i Konstrukcjonizm Brutalny…

„Był brutalny, oj był.

Miał nawet ten pokoik z nożami i wiecie, foliowym dywanikiem i ścianami łatwo zmywalnymi i jeszcze… te siekierki w różnych rozmiarach, skalpele i taśmy, okowy… oj miał to wszystko, z najlepszych materiałów.

Miał…

I był brutalny, ale jednak, Konstrukcjonizm Brutalny miał też fobię. Bał się panicznie krwi, czerwieni, oraz lepkości i klocków lego, więc wiecie, problemy z konstrukcjami też miał. Wiedział o tym.

Nie oszukiwał się.

Był niedoskonały, ale… subiektywnie ujmując wszystko, wzbogacony artefaktami… miał się nieźle. Jak tylko pozwalano mu badać wszystko i macać, na nowo nazywać, a potem porzucać, wyśmiewać kultury, poglądy, a potem, przyjmować je na próbę… Uznawać za logiczne, a potem nagle nieistniejące, bo przecież wciąż badał, wciąż nad czymś pracował… był w końcu naukowcem najwięjszym. Jednakże… Problem dygotał w maniakalnym tańcu w tym, iż nie wszystko chciało być macane i badane. A już na pewno nie Wiedźma Wrona Pożarta czy Pan Tealight. Obydwoje, niczym z tej samej gliny ulebieni, wypaleni w ogniach tego samego pieca.

Czy jakoś tak…

… no nie…

Jednak nic nie mogli zrobić z tym, iż uznał ich za swoje konstrukty… za coś, co można było doświadczyć, zbadać, ale też coś, co nie istniało… i tak jak Wiedźmie Wronie ono niesitnienie całkowicie nie przeszkadzało, tak Pan Tealight lekko się wkurwił. Dokładniej mówiąc wpadł w szał i…

Dość powiedzieć, że ostatnie żeberka z grilla były przesmaczna.

Z ziołami z ogrodu Wiedźmy.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zimno…

Tłoczno.

Ciekawe, że żadna z reklam nie pokazuje natłoku rowerów i aut teraz. Dziwnych pokrzykiwań, hałasu motorów – koszmarnego, dlaczego to nie jest jakoś regulowane przez prawo? Żadna z reklam Wyspy oczywiście. Wszystkie raczej tłoczą się w okolicach czystości, rodzinności i takich tam.

Wiecie, peace and quiet, fred og ro…

A prawda?

Prawda jest taka, że lato tutaj to koszmar. Lipiec w szczególności. W sierpniu zaczyna się szkoła, więc wiecie, trochę luzu, mniej wrzasków, ale jednak, wciąż pełno… a potem, upadek na szybko odmalowanych ścian, pleśń i walka tych, którzy tutaj mieszkają o oddech, o spokój, o miejsce do życia, dach nad głową…

Latem tego nie widzicie, zresztą, szczerze…

Przecież wmówiono wam, że to raj!

Czasem wydaje mi się, iż był taki moment, że Wyspa była prawie rajem. Polityka jakoś tak była okay, nikt nie chciał zrzucać tutaj odpadów radioaktywnych, czy wysiedlać ludzi by tworzyć posesje dla bogatych, a ilość artystów… hmmm, gdzie oni wszyscy się podziali? Gdzie? Wyprowadzili się jubilerzy naprawdę wyjątkowi, zniknęli malarze, umarli rzeźbiarze… zamykają się sklepy, które były ikoniczne…

Rozumiem zmiany, ale to…

Wycinanie drzew, krzewów by stworzyć gówno, które ma przypominać chyba tylko niektórym o tym, że było tutaj coś, co można było zatrzymać, ale tak serio po co? Jako sezonowe, rdzewiejące gówno?

Gówno… zbyt wiele go ostatnio.

Chyba tym czymś przelewającym czarę goryczy była sprawa ustawiania dziwacznych „dzieł sztuki” – i tak, nawet ja nie potrafię uznać ich za to, a uznaję gówno często, jak malowniczo wysrane – spoza Wyspy. Potem poniżenie ludzi, wyzwanie ich od idiotów nieznających się na SZTUCE… ścięcie drzewa, symbolicznego obecnie i to pod osłoną nocy… gdy akurat nikt go nie pilnował, bo przecież tutaj takie rzeczy się nie dzieją…

A może wtedy, gdy nagle wszelakie remonty przestały się odbywać?

Coroczne odmalowywania fasad…

… to zniknęło, bo domy zostały wykupione przez Kopenhawkę, która po nabyciu ma je gdzieś. Bo przecież tutaj naprawdę można posmarować i wsio płynniej się toczy. I to w oczach prawa. Nie możesz nosić noża, ale wykup pozwolenie i już możesz… czyli właściwie jak to jest? Jak?

Tak, świat się zmienia wszędzie, ale ja jestem tutaj…

I patrzę.

I płaczę, bo tylko to można zrobić.

Jak długo to wszystko pociągnie? Kto to wie? Pustki posezonowe, ono przymuszanie ludzi do idyllicznego przedstawiania Wyspy… bez urazy, ale to nie jest miejsce dla każdego. To miejsce dla tych, którzy chcą ciszy i przyrody, ale jak mają jej doświadczyć, gdy motory im kołują nad łbami lub znowu coś wycięli… jak?

Joga w Gudhjem?

Powodzenia, po przejeździe kolejnej kawalkady aut, powietrze jest cudowne!!!

Idylla?

Nie wiem, ale zmiany są potrzebne… tylko, czy możliwe? Chyba już nie i czasem przeraża mnie myśl, że ten świat, cudowny, piękny, niesamowity… rozsyupuje się poprzez chciwość kolejnych rządzących dupków… tak…

… mamy ich też.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Konstrukcjonizm Brutalny… została wyłączona

Pan Tealight i Kolanko Złamane…

„No jakoś tak się mu przytrafiło.

Nie żeby tańczyło, czy coś… nie uprawiało też jakichś dziwnych, nadmiernych sportów, czy siedziało w kucki zbyt długo… seryjnie… Nie było baletnicą, nie strzykało, nie bolało, nie sprawiało widocznych wrażeń, ni nawet nie wydawało dźwięcznych dźwięków, ale jednak, ale jednak… widzicie… ono nawet jakoś tak nie chciało brać udziału w chodzeniu czy też wszelakich zabawach.

No dobra, mogło leżeć, mogło siedzieć…

Ale więcej ruchu?

Oh nie!!! Nigdy w życiu. Nie chciało i tyle, oczekiwało ino omszenia, oplecenia pajęczynami, ochrony od starych szmaty i tyle… czas może jakiegoś słowa, ale nieczęsto, rzadziej bardziej niż… szybciej…

Tak szczerze…

Nic nie zrobiło!!!

A jednak się złamało.

Pan Tealight wiedział, że ostatnimi czasy nic już się w onej oczywistości codzienności i wszelakiej evrydejności, jakoś nie zgadzało. Kompletnie nie pykało. Wrząca pogoda nie zwiastowała deszczów, wszelakie wiatry powstawały z nienacka i deszcze pojawiały się nie w tych miejscach, w których winny…

A na dodatek Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane… marniała. Wciąż tęskniła za nimi, choć większość już pochowano. Wciąż płakała, wciąż ją bolało, wciąż jakoś tak… jakby część z niej, wyciekała. Nie tyle zniknęła, ale powoli się wypłukiwała sama z siebie…

Zmieniała się.

Zbyt zdradzona, jak wierzyła, zbyt zdruzgotana, zniszczona przez Wyspę, ukochaną, Matkę, Panią… niknęła. To miał być jej świat, jej rofever and ever, a jednak… zdradziło ją… a przynajmniej tak czuła.

A czy wiedźma może czuć kłamliwie?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Czasem sobie myślę…

Czy Turyścizna zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie tutaj, możliwe, że ci stojący za tobą, właśnie wrócili z roboty i nie, nie spędzili godzin na plaży ni spacerując, są styrani, wkurwieni na szefa i tak dalej… Czy wciąż pamiętają, że nie wszyscy są na wakacjach? Bo jak czasem uda nam się z kimś dziwnie zderzyć, nie żebyśmy chcieli, to wiecie, jednak jakoś takoś, no kurde no…

… są zaskoczeni tym, że ktoś tu mieszka.

Ktoś żyje w miarę normalnie.

No w miarę, bo bez urazy, ale z zającem i sarnami w ogródku, które nam trawę nawożą kupami i jabłka zjadają i jeszcze wronami, wróblami i chyba parką robinów… w krzakach mieszkają, a że żywopłot mamy taki obcinany maks raz w roku, to wiecie… spokojność mają i jakieś okruszki w domku na Babce Śliwce

No więc…

… czy gdy wyjeżdżacie, pamiętacie, że spora ilość ludzi, wciążw tych turystycznych miejscach ma swoją zwyczajność? Czy pamiętacie o tym? Ich często nie stać na wakacje, choć niektórzy salwują się jakąś ucieczkę, ale jak nie mieszkacie w Szwecji czy Finlandii lub Norwegii, to wiecie, nie umkniecie do swej chatki na odudziu, zresztą, oni i tam mogą dotrzeć… na przykład ja, szukając głazów z symbolami…

Przepraszam za to, że będę ich szukać…

Postaram się jak zawsze być cicho…

Zresztą, nie wiadomo, czy w ogóle uda mi się tam do was dotrzeć, nie ma boja. W Finlandii czy Norwegii mnie nie znajdziecie… chyba, że sponsor się znajdzie, ale nawet wtedy, ech, nigdy nie wiadomo…

… nigdy…

Jak to jest z ludźmi, że poza swoją gawrą stają się tacy…

Inni.

Naprawdę.

Okrutni, bezitośni, dziwnie chciwi, wszelako dziwaczni, jak nie oni, a jednak… to przecież wciąż wy! Ci sami, ale jakoś tak udawający, że wszystko jest inaczej, że wszystko może być inaczej, że jakoś tak…

No sami wiecie.

Dlaczego z niektórymi coś się dzieje, coś w nich mutuje, zmienia się, coś jakoś tak, no po prostu rąbie kompletnie… w jaki sposób. I dlaczego coraz więcej takich osób, zamiast tych, których znamy sprzed lat…

… wcale nie tak odległych.

Wcale!!!

Czasem myślę, że jako małpy w zoologu, jakim Wyspa staje się przynajmniej na dwa miesiące w roku, a dla niektórych właściwie jest nim przez cały czas – rzut oka w politykę – to wiecie, jako one małpy, występujące i grające… powinniśmy dostawać wypłatę. Odszkodowanie od turyzmu. I nie, wciąż nie dziwię się niektórym włoskim miastom, które domagają się jakichś regulacji… bo serio, bogaci robią sobie co chcą, a zwykły turysta, co to grzeczny, oberwie za to w dupę!!!

I to mocno.

Bo wielkich lepiej nie ruszać.

Zawsze jak padają, mogą spaść na ruszającego…

A zwykły człowiek… nawet nie krzyknie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Kolanko Złamane… została wyłączona

Pan Tealight i Panna Spuszczających Się Oczek…

„Ojejku, jaka z niej była miągwa, ciamajda i wszelaka pierdoła.

Kompletna idiotka, bałwan, ale też i… chciwa małpa. Oj tak, chciała wszystkiego, tylko dla siebie, teraz i od razu.

Na zawsze.

Wiedziała też wszystko, ogólnie mówiąc była najpiękniejsza, najcudowniejsza, we wszelakich miarach… naj naj naj… była. Znaczy, tak mówiła, a jakoś, naprawdę nie dawało się jej przerwać. Tak jakoś, gdy tylko zaczynała, a właściwie, nigdy nie kończyła… może i „współmówca domniemany” winien był nie zasypiać, ale jak można było wytrzymać ono ciągłe klekotania, a ręce to tak jej latały, w prawo, w lewo, a potem góra i dół i już po rajstopce, pończoszka do wywalenia…

Wiedziała na pewno jak tobić to, czego sprawcą była.

Oj, wiedziała.

Ale, jak chodziło o całą resztą, to serio, w tych czasach, nawet Pan Tealight nie do końca był przekonany o jej istnienia słuszności. Ale wiecie… w końcu i podobno on miał tam kogoś nad sobą, ale kto go tam wie…

Ogólnie ostatnio dużo milczał.

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane też…

Coś się zbliżało.

I nawet nie raczyło zawiadomić kiedy, i z czym się zwali i właściwie, to dokładnie komu, na głowę? A ona panna… no tak, to jeszcze był ten pewien maleńki, ale dość intrygujący aspekt jej osobowości…

Widzicie, ona chciała przestać nią być!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Morze.

Kamyczki.

Może i niewygodnie się siedzi, ale jednak, ale jednak przecież ten widok. Ona płynna niebieskość z plamkami nefrytu, jadeitu, szmaragdu i turkusu… piaszczysta łacha, przez którą światło pada całkowicie inaczej. Całkowicie… niesamowicie… i ten wiatr, chłodniejsze powietrze, choć przecież słońce wciąż pali…

I muchy w powietrzu.

Ale nic to.

Bo przecież ten głos, ten zapach…

… ta cała wszystkość morskości, nawet i cisza jakaś. Nawet i wszelaka nieobecność innych, chociaż tutaj są, bo i droga bisko i nowy kibelek postawili w pobliżu, bo przecież i camping, obstawiony autami nawet na zewnątrz, jakby już się nie mieścili… nie tyle, co czekali na zakwaterowanie, ale serio się nie mieścili na campingu? Czy to możliwe? Tak, jak najbardziej, w końcu dostanie biletu na Wyspę to…

Niemożliwość?

A może jednak?

Jak się okazuje, najpierw mówią, że nie, a potem nagle, nagle wszystko się zmienia. A potem nagle jest i bilet i dziwnie tani i jeszcze…

Niczego człek już nie jest pewien poza tym morzem.

Może i okopcoy przez Putinowe reakcje atomowe, może… może to morze jest jeszcze bardziej nie takie jak powinno, ale to w końcu takie morze. Specjalne morze, dziwne morze, skażone już od dawien dawna morze, więc…

No ale…

Morze.

Tak posiedzieć tylko i popatrzeć w nie. Nie myśleć o kąpieli, pływaniu, pluskaniu, nie myśleć o opalaniu i takich tam, ale jednak, jednak posłuchać, popatrzeć i nie robić nic… dobra, ja nie umiem w nic, ale jednak się staram. Po prostu wybierałam krzemienie do ogródka.

Bo wiecie, wiedźma swoje zrobić musi.

Zabezpieczyć.

Oczyścić…

A morze, wedrze się jej w buty z łatwością, szczególnie jak się ona niezguła poślizgnie na mokrych kamieniach i skąpie cudownie, bo przecież, czemu nie… co nie? Czemu nie? Kto jej zabroni onej wariacji, może i ktoś popatrzy i popuka się w łeb, czy coś innego, niemalowanego na szczęście, ale jednak, co mnie to obchodzi… nawet jeśli, to pewno Turyścizna, pojadą sobie zaraz i tyle ich widzieli… co mnie to w ogóle obchodzi… ale mój mózg obchodzi…

Boję się ludzi.

I to się pogłębia, dlatego już nie wychodzę sama.

Już nie.

Nie po tych napadach, nie po tych psach, nie, zwyczajnie nie… nawet teraz, a może szczególnie teraz? Nie wiem już. Wiem, że strach tu jest i jest ogromny. Siedzi we mnie i na dodatek ma wszelakie podstawy by się rozrastać, bo jakoś uczucia i poczucia na Wyspie dziwne są wciąż. Nam mówią by się dystansować. Turyściźnie nie, albo oni mają to w zadkach, Niemcy na pewno, Szwedzi z miejsc dostępnych mniej…

A tak, teraz są i miejsca dostępne w Szwecjii…

Hmmm…

Nie wiem już nic.

Tylko to morze wiem, bo ono wie, że lepiej się nie wychylać. Nie flaszować swą obecnością, lepiej jakoś nie, więc jak ono wie… to posłucham go.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Panna Spuszczających Się Oczek… została wyłączona

Pan Tealight i Bóg Odpowiedzialności…

Bóg Odpowiedzialności w końcu był tym, kogo się spodziewali.

Ostatnimi czasy rzeczywiście wielu z nich się tworzyło, rodziło, wyłaniało z marazmu wszechświata, a może, ktoś śnił… Ich śnił? Ktoś twierdził, że świat potrzebuje boskości, a ten wmawiany sobie przez wielu ateizm, który przeradza się z łatwością w zwyczajny, nudny materializm… to nie do końca to, co świat może udźwignąć, no i wiecie, jakoś ludźmi kierować…

Przecież nie można ich ot tak pozostawiać sobie samym…

Popadają wtedy w paranoję.

A teraz, w czas pandemii, czy jak to tam zwą, w końcu jedni chorzy, jedni boleją, inni na wakacjach, wyjechani w kosmos, bawią się, jakby świat się kończył, a może… może to oni mają rację? Oni materialni zabawowicze?

Wiecie, ci co twierdzą, że nic już nie będzie, więc po cholerę w ogóle się starać, jak też i kasę kraj dał, to tym bardziej… po co się doskonalić, ino zdjęcia na Instagrama, ino jakieś posty w eter, że są, cudni są, bawią się, jak wy, nieliczni wyrobnicy stukacie w te swoje klawiszki… idioci…

Ha ha ha!!!

… niedoskonali.

A może jednak sokonali w onej swej niedoskonałości. Popieprzeni, nieposprzątani, wszelako zanurzeni i zadurzeni w ideach, które i tak nigdy ich nie tkną, a jednak, pośród ułudy codzienności…

Ech…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Prom za free…

No i niby fajno, co nie?

Wzrost wszelakiego popytu, miejscowi dostają kasę… idylla i tak dalej… a jaka jest prawda? Co się kryje za darmowymi biletami w Danii, które dotyczą wysp? Darmowymi biletami promowymi dla wszystkich nożnych i z rowerami?

Ano jak zwykle.

Czyli problematycznie.

Otóż po pierwsze ludziny się zjechało, że Wyspa aż trzeszczy w szwach, na pewno podwiązki już dawno jej poszły i to obydwie, a te doczepy, to już sami wiecie… no po prostu kryzys na całego!!! Nie mieszczą się na campingach, nie ma domków do wynajęcia, Armagedonia level hard. W sklepach naprawdę lepiej mieć telefon i nie sterczeć w kolejkach. Po pierwsze ludzie się pchają, sklepy malutkie, a o social distancingu to już seryjnie zapomnieć możecie. W ogóle… nie oszukujmy się, te alkohole przy wejściu to może i wcierają, ale bardziej chyba chleją… Seryjnie. Mam takie podejrzenia. W końcu wiecie, ku zdrowotności.

Sklepiku u nas w wielu miejscach niewielkie, ciasne, a to oznacza niechcianą bliskość. Na dodatek… no właśnie…

Bilety.

Okazuje się, że w przypadku onych wysp naprawdę bliskich lądowi miejscowi, znaczy, mieszkający tam na stałe nie mogą się dostać do domu. Wyobraźcie to sobie… chcą wrócić, a tu w lipcu bietów brak… a przecież nikt nie ostrzegał.

U nas raczej chyba nie ma takiego problemu…

Chyba?

Na pewno ilość ludzi jest przerażająca…

Ale…

Okay, może i w niektórych miejscach wydają pieniądze, ale w większości, to co widzę, to tylko przechodzą i wychodzą… jedzą, łażą, ale jednak, czy Wyspa się wzbogaci… jak zwykkle w miejscach, gdzie już jest bogata.

A cała reszta, może przetrwa…

Może nie?

Wiem jedno, jeszcze nigdy chyba nie było tyle przestrzeni do wynajęcia na Wyspie. Tylu plajt i nowych twarzy. Tylu, wiecie, znowu nasyconych nadzieją i tych, którzy naprawdę już wiedzą, że przegrali. I nic z tego nie będzie.

Nic.

Jednak jest coś, czego niewielu się spodziewało… zimno jest.

Przyznaję, że ostatnie lata męczyły nas upałami. Susza była normalnością i teraz, też się tak zaczęło, ale jednak, ale jednak… już jej nie ma. Padało przez tydzień, w nocy jest zimno, a nawet w dzień… kurcze, nawet ja zamykam drzwi i okna!!! I podobno ma być tak chłodno nadal. Pewno, że to nie mrozy, no weźcie, ale jak na zwyczajowość, to, do czego już się przyzwyczailiśmy… jest pieruńsko zimno.

I tyle.

I jak oni se tam radzą?

Bo darmowy bilet to tylko dla wybrańców nożnych i rowerowych… no, chyba że ktoś przyłapała tani bilet z państwowej puli, to może wziąć auto. Ale cała reszta. Przyznam, że mi ich szkoda trochę, bo wiem jak to jest, moknąć pod namiotem.

Oj wiem.

Czy warto?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Bóg Odpowiedzialności… została wyłączona